top of page

Saksonia na weekend

  • Zdjęcie autora: Piotr Piotrowski
    Piotr Piotrowski
  • 12 godzin temu
  • 20 minut(y) czytania

Szukacie pomysłu na weekendową wycieczkę po bajkowej krainie? Granicząca z Polską Saksonia będzie idealnym rozwiązaniem! Najpiękniejsze zamki i pałace świata, drezdeńskie muzea, pyszna strucla i tarasy Brühla, manufaktura słynnej porcelany w Miśni, fantazyjne skalna miasta z mostem Bastei na czele, rejs statkiem parowym po Łabie, podróż zabytkowym tramwajem do urokliwego wodospadu a na koniec smaczny bratwurtst w mieście Bacha czyli Lipsku!



To wszystko bardzo blisko, bo przy granicy Polski z Niemcami. Nie trzeba bukować biletów, odprawiać się na lotnisku, organizować transfer z lotniska. Wystarczy wsiąść do auta lub pociągu.




Saksonia to bez wątpienia jedna z najpiękniejszych landów Niemiec. Wytrawni turyści znają ją z saskiej porcelany i manufaktury w Miśni czy barokowych cudów architektury, pieczołowicie odbudowanych w Dreźnie. Ale ta kraina ma do zaoferowania dużo więcej, niż tylko zabytki i wspólną, polsko – saską historią, którą łączy dwóch królów Augustów i więzioną przez pierwszego z nich w zamku Stolpen hrabiną Cosel!




To unikatowa przyroda, przepiękne skalne miasta, ścieżki rowerowe i rejsy Łaby - nie byle czym, bo oldschoolowymi statkami parowymi. Dlatego Saksonię można eksplorować na kilka sposobów, dlatego post podzieliłem na kilka części. W każdym rozdziale zamieszczam linki do moich osobnych relacji dotyczących atrakcji w poszczególnych miastach. Zapraszam do lektury!




CZĘŚĆ I: SKALNE MIASTA I GÓRY SAKSONII


Największym przyrodniczym hitem Saksonii są skalne miasta w Górach Połabskich, zwane Szwajcarią Saksońską oraz Górach Żytawskich (Łużyckich) – ze słynną pustelnią i klasztorem na górze Oybin na czele.



Zapytacie, co "robi" Szwajcaria w Niemczech? Nazwę "Saksońska Szwajcaria" (Sächsische Schweiz) nadali tej krainie i części Gór Połabskich dwaj XIX-wieczni szwajcarscy malarze Adrian Zigg i Anton Graff, którym tutejsze krajobrazy przypominały te rodzime, alpejskie. Na ich część szlak w Saksonii nazwano Malerweg, czyli Drogą Malarzy.



Kraina nad Łabą charakteryzuje się niezliczoną ilością skalnych form i przepięknych krajobrazów, z malowniczo położonymi miasteczkami w dolinie tej rzeki.

To wszystko tworzy przepiękną, wręcz niesamowitą scenerię, która mogła posłużyć Karolowi Mayowi, mieszkającemu zaledwie 30 km stąd, na scenerię do opisu przygód Winnetou na Dzikim Zachodzie. Tutejsze krajobrazy posłużyły również jako sceneria takich hollywoodzkich produkcji jak „Opowieści z Narnii” czy „Grand Budapest Hotel”.



Jak dotrzeć?


Bajkowa kraina leży zaledwie ok. 70 km od polskiej granicy (od strony Bogatyni), na południowy wschód od Drezna. Dotrzeć do niej można na kilka sposobów. Najwygodniej autem, choć można również pociągiem lub autobusem. Ja do Saksonii Szwajcarskiej dotarłem "Krajówką" nr 12 przez Łęknicę a następnie – po stronie niemieckiej – drogami S126 i B115. Zajęło mi to blisko dwie i pół godziny. Auto zostawiłem na dość sporym parkingu w Rathewalde, choć można bliżej, w pobliżu mostu w Bastei.



Sam most o wysokości 305 m (Basteibrücke czyli baszta) wkomponowano w pionowe skały na wysokości 110 m npm w latach 20-tych XIX wieku. Góruje nad nim 190- metrowa skała, w której właśnie widziano basztę i stąd nazwa. Z początku miał drewnianą konstrukcję i łączył dwie pobliskie wsie. W roku 1851, zastąpiono ją kamiennym mostem, którym co roku przechodzi tysiące turystów.



Dlatego Basteibrücke najlepiej zwiedzać wczesnym rankiem albo późnym popołudniem. Z okolic mostu rozpościera się przepiękna panorama doliny Łaby oraz masywów skalnych: Lilienstein, Pfaffenstein. Widać też majestatycznie położoną na skałach potężną twierdzę Königstein i malowniczo położone w dole miasteczko Rathen. Poniżej podsyłam Wam mapkę mojej trasy




A może tramwajem?


Moja wyprawa (parking – Schwedenlöcher - Amselsee - zamek w Neurathen - most Bastei - skalne wzniesienie i punkt widokowy Ferdinandturm - i z powrotem) trwała około czterech godzin, licząc odpoczynek w kolejkach do tarasów widokowych i na posiłek. W sumie zrobiłem ok. 40 tysięcy kroków. Więcej o Szwajcarii Saksońskiej piszę w osobnym poście TUTAJ.



Do Szwajcarii Saksońskiej można dotrzeć też z Bad Schandau unikatowym tramwajem (Kirnitzschtalbahn) – który nieprzerwanie od 1898 roku zabiera turystów w 8-kilometrową przygodę do Doliny Kirnitzschtal - jednej z najpiękniejszych w tej krainie. Podróż odbywa się wzdłuż rzeczki a metą jest wodospad Lichtenhain (bilety kosztują 7 euro oraz 3,5 euro (ulgowy), rodzinny – 25 euro, kursy od godz. 8.15 do 19.00 w sezonie). Więcej info znajdziecie TUTAJ



W HELMOWYM JARZE


Fanom Tolkienowskiej Trylogii polecam niezwykłą krainę, tuż przy polsko – niemieckiej granicy: Góry Łużyckie (Żytawskie) i kurort uzdrowiskowy Oybin. Na jednej z gór stoją malownicze ruiny dawnego zamku i klasztoru zakonu Celestynów. Krajobrazy zapierają dech w piersiach a i poczuć się można tutaj, jak w tolkienowskim Helmowym Jarze!



Do Oybin dotrzemy autem z Wrocławia w dwie i pół godziny, ze Zgorzelca w 50 minut. Możemy też zostawić auto w pobliskim miasteczku Zittau (Żytawa) i dojechać stamtąd do Oybin oldschoolową kolejką wąskotorową, czyli lokomotywą parową ciągnącą zabytkowe wagoniki. TUTAJ znajdziecie moją szerszą fotorelację z tego miejsca. Zapraszam




To świetna alternatywa na podziwianie górskich widoków położonych w dolinach unikatowych domków w zabudowie szachulcowej, z których słyną Górne Łużyce. "Ciuchcia" kursuje na trasie Zittau – Oybin – Jonsdorf nieprzerwanie od 1890 roku. Rozkład jazdy znajdziecie TUTAJ.



Do GÓR ŁUŻYCKICH z Wrocławia dotrzemy samochodem w 2 godziny i 20 minut . Od granicy polsko – niemieckiej to raptem kwadrans jazdy. Do Jonsdorf (i Oybin) można też dotrzeć z Zittau (Żytawy) tzw. Żytawską Kolejką Wąskotorową, po drodze podziwiając piękne górskie krajobrazy. Rozkład jazdy z Żytawy do Oybin i Jonsdorf znajdziecie TUTAJ.

Przyjeżdżając do Jonsdorf na skalną eksplorację, najlepiej auto zostawić na parkingu przy ul. Großschönauer Straße (płatny – 2 euro za 2 godz. ), w pobliżu restauracji i hotelu Gondelfahrt oraz kawiarni z pysznymi lodami (Schwertner's Eisgarten). Do wyboru mamy kilka tras. Wszystkie świetne oznakowane.



Polecam tę 7-kilometrową (około 3 godzin "spaceru"). Startujemy z Gondelfahrt, kierując się w stronę lasu. Po prawej stronie widzimy panoramę na Skały Zakonnic (Nonnenfelsen). Przechodzimy przez kamieniołom - Weißer Felsen, wspinamy się na pierwszy z punktów widokowych – Carolafelsen (579 m n.p.m.). Kolejnym fascynującym miejscem jest Czarna Dziura (Schwarzen Loch) – stary kamieniołom z prymitywnym dźwigiem do ładowania wykutych bloków skalnych i ciemną szczeliną w tunelu.



Następne punkty to Wielkie i Małe Organy (Grosse Orgel i Kleine Orgel), skalna baszta Sokola Skała (Falkenstein) i Nonnenfelsen (Skały Zakonnic) – wspaniały punkt widokowy z urokliwą, górską restauracją i schroniskiem Berggasthof. Można też skrócić sobie drogę na turnię Nonnenfelsen - po minięciu Gondelfahrt, za potokiem Pochebach, na skrzyżowaniu dróg skręcamy w prawo. Trasę można zaliczyć pieszo, ale i posmakować też alpejskiej profesji. Wszak, do Nonnenfelsen urządzono również ubezpieczony szlak skalnej wspinaczki (tzw. via ferrata) zwany Nonnensteig.



Parostatkiem w piękny rejs!


Jest jeszcze jedna forma podziwiania skalnych widoków – rejs statkiem na parę – jednym z 9 słynnych zabytkowych jednostek należących do drezdeńskiej Białej Floty. Statki kursują na trasie Miśnia – Drezno– Pirna – Bad Schandau (TUTAJ macie rozkład rejsów). Najstarszy z parowców pochodzi z 1879 roku.



Wszystkie statki do dziś napędzane są oryginalnymi silnikami parowymi, które jako zabytki techniki wpisane są do rejestru zabytków technicznych. Bilety na rejsy najlepiej wcześniej kupić internetowo.



My wysiedliśmy w Pirnie, ale można płynąć dalej – do Miśni (tu czeka na Was "saski Akropol", czyli zamek Albrechtsburg oraz słynna manufaktura porcelany – link do mojej osobnej relacji znajdziecie TUTAJ) czy Drezna (tu będziemy podziwiać panoramę Starego Miasta, Zwinger, Kościół Marii Panny (Frauenkirche) czy Most Augusta – link do mojego przewodnika znajdziecie TUTAJ).


CZĘŚĆ II: SAKSONIA PEŁNA ZABYTKÓW


Saksonia to raj dla miłośników zabytków i muzeów. Szczególnie zamków i pałaców, często zachowanych do dziś w oryginalnym kształcie i z dawnym wyposażeniem.



DREZNO. Saskim "must see" jest Drezno, stolica landu. Wedle wielu, stolica Saksonii uważana jest za najpiękniejsze miasto Niemiec. Zwiedzając je w jeden dzień, trzeba dobrze zaplanować sobie każdą godzinę. I wcześniej wybrać, które z ponad 50 muzeów chcemy zwiedzić?



Bo sama wizyta w Galerii Starych Mistrzów i zwiedzanie Zwinger zajmie Wam co najmniej godzinę. A gdzie jeszcze rejs Łabą, spacer Tarasami Brühla, podziwianie widoków z wieży kościoła Św. Krzyża czy skarbów króla Augusta II Mocnego w Zamku Rezydencyjnym?



Drezno znakomicie nadaje się na klasyczny, weekendowy "city break" i to autem, szczególnie jeśli ktoś mieszka blisko granicy polsko - niemieckiej. Z Zielonej Góry dotrzemy do niej autostradą A13 w 2 godziny 40 minut, Wrocławia - blisko 3 godziny. Z dalszych zakątków Polski dolecimy tutaj też samolotem.



Ponad 50 muzeów!


To miasto to jedno wielkie muzeum. Po pierwsze - architektury, bo ilość imponujących budowli z różnych epok powoduje zawrót głowy. Po drugie - dzieł sztuki: malarstwa, rzeźb czy porcelany. Po trzecie - pop - artu (dzielnica Aussere Neudstadt). A co najważniejsze, miasto co roku otwiera nowe ekspozycje i wystawy, remontowane i odtwarzane są kolejne zabytki, które zbombardowano w czasie II wojny, w 1945 roku.



Drezno oferuje ponad 50 muzeów! Od Galerii Starych Mistrzów po muzea czekolady, transportu, Bundeswehry i higieny! Jest tu też 11 mostów, które przecinają trzecią największą w Niemczech rzekę - Łabę.



Większość zabytków znajduje się na lewym brzegu Łaby, na Starym Mieście (Altstadt), co daje możliwość obejrzenia ich w ciągu doby. Auto proponuję zostawić na okazałym parkingu przy ul. Lingneralle, niedaleko Starówki. Dodam, że w Dreźnie przy każdym większym parkingu są elektroniczne tablice, z informacją, ile aktualnie jest wolnych miejsc. Średnio parkingowa opłata za całą dobę wynosi 6 euro. Więcej o Dreźnie przeczytacie w moim osobnym poście – TUTAJ.



MIŚNIA I SASKA PORCELANA. W okolicy Drezna jest mnóstwo pięknych miejsc, które koniecznie zobaczcie, jeśli do Saksonii wybieracie się na dłużej niż weekend! Miśnia - kolebka Saksonii, znana z "białego złota", czyli porcelany zachwyca dziś pięknie odrestaurowaną starówką z czasów średniowiecza, nad którą majestatycznie wznosi się na wzgórzu "saksoński Akropol", czyli zamek Albrechtsburg - jeden z najpiękniejszych w tym landzie Niemiec.



Miśnia leży niewiele ponad 100 km od polskiej granicy z Niemcami i około 25 km od Drezna. Możemy do niej dotrzeć autostradą A4 a następnie zjechać z niej na drogę nr 81 i dalej - nr 80. Od granicy polsko - niemieckiej to około 1 godzina i 24 minuty jazdy autem. Dogodne połączenie jest również pociągiem.



Z Wrocławia, Jeleniej Góry, Legnicy czy Zgorzelca zawiozą nas do Drezna Koleje Dolnośląskie (bilety w cenie od 62 zł za osobę, tam i z powrotem - od 70 zł, w opcji dwudniowego pobytu, od 110 zł - opcji do 14 dni). W Zgorzelcu przesiadamy się na pociąg DB Regio AG Südost a następnie - w Dreźnie (Bahnhof Dresden-Neustadt) na pociąg do Miśni (TUTAJ macie szczegóły: https://kolejedolnoslaskie.pl/oferty-taryfowe/promocja-drezdenska/ ).



ZAMEK ALBRECHTSBURG. To pierwszy zamek rezydencyjny w Niemczech, który jest również nieodłącznym elementem panoramy słynącej z porcelany Miśni (Meißen). Mówi się o nim nawet "saksoński Akropol", z racji położenia na wzgórzu. Pierwszą twierdzę w 929 roku polecił tu wznieść książę saksoński, Henryk I Ptasznik.



Tym samym Miśnia stała się kolebką Saksonii. Późnogotycki zamek powstał w drugiej połowie XV w. Udostępnione do zwiedzania sale oszałamiają ogromną ilością sklepień - tych zarówno z pokaźnymi żebrami a jak i kryształowymi, które w Albrechtsburgu zastosowano po raz pierwszy w tamtych czasach. Były one nowością u schyłku gotyku.



MUZEUM PORCELANY. Porcelanowy boom zaczął się ponad trzysta lat temu, kiedy w 1708 roku fizyk Ehrenfried Walther von Tschirnhaus pracując nad produkcją złota odkrył proces produkcji porcelany.



Rok później kolejny alchemik Johann Friedrich Böttger odkrył, że do produkcji porcelany potrzebna jest biała glinka, która zachowa swój kształt i kolor po wypaleniu oraz minerał - skaleń. August II docenił to odkrycie, nazywając porcelanę „białym złotem” i jeszcze w tym samym roku założył w Miśni manufakturę porcelany.



Zamkowe laboratorium Albrechtsburg stało się jego więzieniem. Król August Mocny już go nie wypuścił z twierdzy aż do śmierci, aby nie wyjawił nikomu recepty na saksoński wynalazek. Produkcja porcelany trwa w najlepsze, nawet za czasów Nazistów.

Zwiedzanie Państwowej Manufaktury Porcelany zajmie zajmie Wam około dwóch godzin. Po obejrzeniu filmu o kulisach wynalezienia porcelany i rozwoju jej produkcji, przejdziemy przez kilka pomieszczeń, w którym pracownicy manufaktury pokażą nam proces powstawania porcelanowych talerzy lub figur: obróbkę bezkształtnej masy, szkliwienie, dekorowanie i malowanie.



W takim sposób powstają arcydzieła, które następnie podziwiamy spacerując po kilkunastu pomieszczeniach wypełnionych takich porcelanowymi cackami. Od monumentalnych rzeźb po wystawny Serwis Łabędzi, pochodzący z czasów Augusta II Mocnego. Ale nie tylko porcelanowych władców Saksonii czy pierwsze organy o porcelanowych piszczałkach zobaczymy w niesamowitej galerii.



Państwowa Manufaktura Porcelany czynna jest codziennie w godz. 9.00 - 17.00, bilet wstępu wynosi 12 euro, ulgowy 10 euro, rodzinny - 25 euro. Ale ja podkreśliłem wcześniej, opłaca się kupić bilet łączony.



LIPSK. ŚLADEM BACHA I MADLERA. To kolejne saskie miasto, które Was zachwyci. To tu swoje najpiękniejsze dzieła stworzyli tacy mistrzowie muzyki, nauki i literatury jak Bach, Mendelsshon, Wagner, Schiller czy Leibnitz. To od tutejszego, 70-tysięcznego strajku ulicami miasta zaczęła się pokojowa rewolucja i zjednoczenie Niemiec w 1989 roku. Miesiąc później runął berliński mur.



Dziś ta kupiecka tradycja jest kontynuowana przez blisko 30 pasaży handlowych. W sumie Lipsk to jedna wielka galeria handlowa, bo chyba nie ma uliczki w centrum miasta, aby nie było tam jakiegoś sklepu. Tu też odbywają się jedne z najpiękniejszych jarmarków bożonarodzeniowych.



Lipsk można zwiedzać na kilka sposobów. Zarówno szlakiem słynnych muzyków pt. "Lipskie ślady nut", śladem Napoleona i księcia Józefa Poniatowskiego czy też spacerując po ponad 20 secesyjnych pasażach handlowych, zwiedzając kilkanaście ciekawych muzeów czy w końcu płynąć łódką lub gondolą licznymi kanałami. A jeśli ktoś dostanie architektonicznego zawrotu głowy, to warto wybrać się do jednego z największych ZOO w Europie, szczególnie jego tropikalnej części, z 24 tysiącami gatunków roślin i 140 gatunków egzotycznych zwierząt.



Lipsk to Jan Sebastian Bach. W późnogotyckim kościele św. Tomasza mistrz po raz pierwszy wykonał swoje nieśmiertelna dzieła „Pasja według św. Mateusza” czy "Oratorium Bożonarodzeniowe". Z wędrówki po Lipsku na pewno zapamiętacie przepiękne domy handlowe – secesyjne kamienice spięte holami. Wśród ponad dwudziestu pasaży najokazalej prezentują się Pasaż Mädlera, Steibs Hof oraz Specks Hof. Do wyboru mamy tutaj kilkadziesiąt restauracji, barów oraz niewielkich sklepików, często z drogimi ciuchami i biżuterią.



Lipsk to też Pomnik Bitwy Narodów. Jako miłośnik wojen napoleońskich nie mogłem doczekać się wizyty w miejscu, gdzie 210 lat temu doszło do jednej z największych bitew Europy z udziałem ponad pół miliona żołnierzy. 91-metrowy pomnik jest hołdem oddanym poległym w trzydniowej bitwie ponad 70 tysiącom żołnierzy. To właśnie pod Lipskiem w 1813 roku cesarz Napoleon Bonaparte dostał "łupnia" od koalicji państw i ostatecznie musiał abdykować.



To tutaj też w nurtach Elstery utonął nasz bohater narodowy, książę Józef Poniatowski. Ogromny secesyjny pomnik powstał na stulecie bitwy. Zużyto do niego 300 ton betonu i granitu. Budowa trwała 15 lat! Wyobrażając sobie te masy walczących żołnierzy warto pospacerować sobie dookoła zbiornika przed pomnikiem i zwiedzić muzeum w lewym skrzydle pawilonu (bilet wstępu: 8-10 euro). A na koniec - wdrapać się na sam szczyt pomnika, aby obejrzeć panoramę okolicy (do pokonania 500 schodków).

Więcej o Lipsku przeczytacie w mojej osobnej relacji, TUTAJ.



SASKIE ZAMKI I PAŁACE


Saksonia to również bajeczne zamki i pałace. Najpiękniejsze z nich zobaczyłem w Weesentein, Kreibsten, Hartenfels, Colditz, Königstein, Moritzburg czy Dreźnie (Zwinger oraz Zamek Rezydencyjny). Poniżej skupię się na kilku z nich.



STOLPEN. Średniowieczny zamek na bazaltowym wzgórzu w Stolpen to najczęściej pierwszy przystanek wycieczek zmierzających do bajkowej Szwajcarii Saksońskiej, czyli Gór Połabskich i skalnego mostu Basteibrücke. Przez blisko pół wieku (1716–65) więźniem zamku była Anna Konstancja Cosel, faworyta Augusta II Mocnego, znana jako hrabina Cosel.



Przez 10 lat byłą królewską metresą, urodziła mu trójkę dzieci. Gromadziła majątek, zachowywała się jak królowa i narażając doradcom Augusta, mieszała się do polityki. Gdy ostatecznie król znalazł pocieszenie w ramionach innych kobiet, popadła w niełaskę. Nie mogła się z tym pogodzić. Za intrygi, zdradę i ucieczkę do Berlina w listopadzie 1716 roku została uwięziona w twierdzy Stolpen. Więcej o tym zamku piszę TUTAJ.


 

MORITZBURG. Saksonia słynie z miśnieńskiej porcelany, bajecznych skalnych miast z mostem Bastei i klasztorem na górze Oybin na czele czy pieczołowicie odrestaurowanego po II wojnie światowej Drezna, w którym od barokowych cudów architektury można dostać zawrotu głowy. Nieco w cieniu tych atrakcji stoi pałac myśliwski Moritzburg - jedna z najpiękniejszych takich budowli na wodzie w tym landzie Niemiec. Warto tu się wybrać, będąc np. na wycieczce w Dreźnie czy Miśni.



Barokową rezydencję obejrzycie w dwie godziny, licząc również spacer po parku i okolicy. Pierwszy zameczek myśliwski zbudował tutaj w latach 1542-46 saski książę Maurycy Wettin. Facet, jak większość ówczesnych władców w Europie, uwielbiał polować a że lasy Friedewald w pobliżu Drezna bogate były w dziczyznę, na granitowym wzniesieniu polecił wybudować myśliwski pałacyk. Nazwał go od swojego imienia, stąd Moritzburg.



Na zwiedzanie samego pałacu (czynnego w godz. 10.00 - 18.00, ostatnie wejście - 16.30) zaplanujcie maksymalnie godzinę. Bilet normalny kosztuje 12 euro, ulgowy - 10 euro. Łączony ze zwiedzaniem bażanciarni - odpowiednio 15 i 12 euro. Dla grup zorganizowanych (powyżej 15 osób) jest zniżka w wysokości 2 euro. Niewiele, ale zawsze można dołożyć do kawy w pałacowej restauracji.



To tu właśnie, w Moritzburgu znajduje się jedna z najważniejszych na świecie kolekcji trofeów myśliwskich. Oprócz legendarnego poroża z 66 odrostkami, jest też "Pokój z piór". Wrażenie robi łoże z baldachimem, zrobione z dwóch milionów ptasich piór! To światowy unikat. Więcej o pałacu piszę TUTAJ.



TWIERDZA KÖNIGSTEIN Nad Łabą majestatycznie góruje twierdza Königstein. Położona na platformie skalnej o wysokości 247 m liczy ponad 50 budynków z różnych epok. Przez ponad 700 lat zachowały się tutaj budynki z czasów gotyku, renesansu, baroku i stylu budowlanego panującego do końca XIX wieku. Z racji swojego położenia, twierdza nigdy nie była oblegana.




Podczas licznych wojen, jakie się przetaczały przez ten teren, za ogromnymi murami schronienie znajdowali liczni władcy Europy, saksoński rząd ze skarbem narodowym, więzieni byli wrogowie saskiej dynastii Wettynów a także wynalazca europejskiej porcelany – Johann Friedrich Böttger.



Tutejsze więzienie nazywano saską Bastylią, trzymano tu znanych więźniów politycznych. Dziś twierdzę można "zdobyć" jadąc na górę windą panoramiczną. Ja polecam spacer przez główną bramę, dookoła monumentalnej budowli. Do twierdzy wybrałem się przekraczając granicę w Łęknicy (Bad Muskau). Jazda drogą nr 156 przez Weißwasser, Boxberg, Budziszyn, Sebnitz a następnie Bad Schandau zajmuje około dwóch godzin. Po przekroczeniu mostu na Łabie docieramy do miasteczka Königstein, nad którym majestatycznie wznosi się saska twierdza.




Zaparkowałem auto na wielopoziomowym parkingu, tuż przy twierdzy. Parking u stóp twierdzy kosztuje 6 € - do 4 godzin, 8 € - całodniowy. Więcej o twierdzy przeczytacie w moim osobnym poście TUTAJ. Oczywiście, Saksonia ma zamków i pałaców dużo więcej. TUTAJ przeczytacie o nich więcej https://saksonianaweekend.pl/odkryj-zamki/



Zabytkowe "Görliwood"


GÖRLITZ CZYLI NIEMIECKIE HOLLYWOOD. Görlitz to bez wątpienia najpiękniejsze przygraniczne miasto Niemiec. Swoista synteza sztuk, architektoniczny mix. Pewnie się zdziwicie, ale ma blisko 4 tysięcy zabytków prawie z każdej epoki! Mówi się o nim "Görliwood", bo często kręcą tutaj filmy największe gwiazdy Hollywood.



To tu powstały "Bękarty wojny" Quentina Tarantino czy "Grand Budapest Hotel" Wesa Andersona. W Görlitz kościoły, baszty i wieże z czasów gotyku mieszają się z uroczymi kamieniczkami doby renesansu, baroku i domami secesyjnymi. Sam układ uliczek powstał w średniowieczu.



To niesamowita, architektoniczna podróż w czasie, w dodatku na granicy polsko – niemieckiej. 55-tysięczne Görlitz to niemiecki "bliźniak" polskiego Zgorzelca. Kiedyś były jednym miastem. Więcej o tym mieście piszę TUTAJ.



Śladem Łużyczan


BUDZISZYN. STOLICA ŁUŻYC. Zwiedzając Saksonię nie możecie pominąć Budziszyna (niem. Bautzen) - historycznej stolicy Górnych Łużyc i centrum kulturalnego Łużyczan (łuż. Budyšyn). Jego starówka należy do najpiękniejszych w Niemczech. Szczególnie imponuje zespół wież i bastionów z białym zamkiem.



Choć dziś Budziszyn jest niemiecki, to słowiańskie (łużyckie) ślady można odnaleźć tu na każdym kroku. Dwujęzyczne nazwy zabytków, ulic, budynków administracji czy tras rowerowych "krzyczą" do nas na każdej uliczce i zaułku. A jest tu co oglądać! Prawie każda budowla w centrum to zabytek. W sumie jest ich ponad 1300! iem oraz granitowym płaskowyżem nad meandrującą Sprewą.



Wyborna musztarda o różnorodnej gamie smaków, łużyckie pisanki wielkanocne, 17 wież i baszt, najstarszy Jarmark Bożonarodzeniowy w Saksonii czy procesje wielkanocnych jeźdźców to tylko niektóre z atrakcji, dla których warto wybrać się na jednodniowy "city break" do tego niespełna 50-tysięcznego miasta. Do Budziszyna dojedziecie autem z Wrocławia w dwie i pół godziny, Zielonej Góry - nieco ponad dwie godziny, Poznania - blisko cztery. Więcej o tym mieście piszę TUTAJ.



Wioski w (łużycką) kratę


Saksonia to też historyczne Górne Łużyce i domki w tradycyjnej, łużyckiej zabudowie szachulcowej. Polecam Wam odwiedzić takie perełki jak choćby OBERCUNNERSDORF. To architektoniczne cudo znajduje się zaledwie ok. 40 minut od granicy polsko - niemieckiej.



Do wioski dojedziemy kierując się z Radomierzyc (wieś koło Zgorzelca) na Ostritz a następnie - miejscowości Bernstadt auf dem Eigen i Lobau lub alternatywną drogą - przez Grosshennerdorf. To drogi lokalne, wąskie, ze znacznymi przewyższeniami. Nie bez powodu Obercunnersdorf uznawany jest za żywy skansen przysłupowy.



Przecudna wioska z aż 260 domami w tradycyjnej, łużyckiej zabudowie szachulcowej wygląda jak z bajki. Będąc w drodze na zwiedzanie Drezna, Budziszyna czy Szwajcarii Saksońskiej, warto zatrzymać się tutaj choćby na godzinę, aby pospacerować wśród ślicznych, oryginalnych chałup z XVIII i XIX w.! W ludową architekturą wkomponowały się tutaj nawet przystanki autobusowe, stylizowane na zabudowę szachulcową.



ŻELIWNA BESTIA NA GÓRZE LÖBAUER BERG. Ten cud techniki zobaczycie zaledwie 30 km od granicy polsko – niemieckiej, oczywiście – również na Łużycach. Żeliwna wieża z 1854 roku jest jedyną taką konstrukcją w Europie i jedną z najstarszą na świecie. Dojechałem do niej z centrum miasta Löbau rowerem, choć kilkakrotnie "padałem" po drodze :) .



Wieża (König-Friedrich-August-Turm) wybudowana na górze Löbauer Berg (łużycka Lubijska Hora, 448 m n.p.m. ) jest chlubą i największą atrakcją turystyczną 15-tysięcznego miasteczka Löbau w Saksonii. Można do niej dotrzeć autem (parking pod samą wieżą) jak i rowerem.




W tym drugim przypadku, są dwie trasy: szutrowa, przez porastający górę las i łatwiejsza, asfaltowa. Wieża ma 28 metrów wysokości i stanowi doskonały punkt widokowy na panoramę Górnych Łużyc oraz Gór Żytawskich. Ażurowa konstrukcja jest jedyna w swoim rodzaju. Wieża ma trzy tarasy widokowe (na 18, 24 i 28 metrze). Wejściówka kosztuje 2 euro.



ŻYTAWA. KOLEJKA, WIELKANOCNE PŁÓTNA I ROBURY

Dlaczego warto zwiedzić Żytawę (Zittau) - stare, łużyckie miasteczko leżące w niemiecko – polsko - czeskim trójstyku, w Pogórzu Łużyckim (najbardziej wysunięta na zachód część Sudetów)? Bo słynie z wąskotorowej kolejki – retro, osiedlowego pop – artu, NRD-owskich "nysek" (roburów), unikatowych, wielkopostnych płócien z XV i XVI w. oraz licznych zabytków, które szczęśliwie przetrwały wojenną zawieruchę.



Żytawska Kolejka Wąskotorowa to jedna z największych atrakcji Saksonii obok niesamowitych zabytków, kultury czy skalnych miast. Kursuje na trasach Żytawa – Kurort Oybin oraz Bertsdorf – Jonsdorf od ponad 130 lat. Oldschoolowe wagoniki ciągnie lokomotywa spalinowa.



Osiedle pop - art czyli Blask Mandawy. Szare, komunistyczne bloki powstały w Żytawie, w czasach NRD zyskały nowy blask 11 lat temu, dzięki wizji berlińskiego artysty, Sergeja Alexandra Dotta. Betonowe, prefabrykowane klocki z lat 80. XX w. zostały ozdobione rzeźbami i znakami.



Ponad 50 zabytków w centrum miasta. Najprościej zwiedzimy je, zaczynając wędrówkę od Ratusza, w którym dostaniemy bezpłatną książeczkę z mapką i opisem wszystkich najciekawszych budowli. Zabytki koncentrują się przy czterech miejskich placach. Największe to płótna wielkopostne, które zobaczymy w tutejszych kościołach. Więcej o nich przeczytacie w moim osobnym poście o Żytawie TUTAJ



CZĘŚĆ III: SAKSONIA NA ROWERZE


Saksonia, tak jak całe Niemcy, słynie z porządnych tras rowerowych. Mamy ich tutaj do wyboru, do koloru. Moja ulubiona to ta wokół jezior Berzdorfer See i Barwalder See a także Wilczym Szlakiem. Jest też biegnąca od Czech do Bałtyku trasa Odra – Nysa.


Szlak Via Sacra


Często śmigam na dwóch kółkach 36-kilometrowym odcinkiem trasy rowerowej Odra – Nysa - od Hagenwerder i Berzdorfer See do polsko – niemiecko - czeskiego trójstyku i Zittau. Auto zostawiam na parkingu w Hagenwerder, w pobliżu Görlitz i sztucznego jeziora Berzdorfer See.



I stamtąd urządzam takie rowerowe "mini Via Sacra", czyli rajd szlakiem sakralnych zabytków w Görlitz, Leuba, Ostritz i Zittau. Po drodze odwiedzam niesamowity klasztor St. Marienthal, łużyckie wioski i "domy w kratę" , po czym wjeżdżam na szlak rowerowo – pieszy Via Sacra, skupiającym jeszcze kilkanaście takich świątyń na pograniczu polsko – niemiecko – czeskim.



Do Ostritz z Wrocławia dotrzemy autem w nieco ponad 2 godziny, ze Zgorzelca to już 25 minut drogi. Ogólnie Via Sacra ("Święta droga") liczy 550 km. To szlak zabytków sakralnych przebiegający Żytawską Drogą Św. Jakuba – dawnym traktem handlowo – pielgrzymkowym, prowadzącym ze Zgorzelca i Görlitz przez Żytawę (Zittau) do Pragi.


Błękitna Laguna i zamek na wodzie, czyli dookoła jeziora Berzdorfer See.

W rejonie przygranicznego Görlitz znajduje się piękne jeziorko. To blisko tysiąc hektarów połyskującej tafli wody, piaszczyste plaże (w tym dla nudystów i piesków!), 16 kilometrów ścieżki rowerowej i licząca 420 metrów majestatyczna góra Landeskrone. A w okolicy tajemniczy zamek na wodzie, upiorne mauzoleum z czaszkami i koparka – monster – relikt po dawnej kopalni.



Nad jeziorem Berzdorfer See można zrelaksować się na kilka sposobów! Pływanie, rower, surfing, żaglówka a może wiosłowanie na stojąco? Właśnie tu, w tzw. Trójstyku Niemiec – Polski – Czech, niedaleko Zgorzelca, już na terenie niemieckiego landu kopalniane wyrobisko zalano wodą, czyniąc z niego turystyczną perełkę Saksonii. To jeden z wielu przykładów przemiany zdegradowanych przemysłem terenów w turystyczną atrakcję, jaki spotkamy na Pojezierzu Łużyckim.



16-kilometrowa trasa rowerowa wokół jeziora dostarczy Wam pięknych widoków z górą Landeskrone na czele. Po drodze miniecie kąpielisko Błękitna Laguna (Blue Lagoone), port z jachtami, pachnący wrzosami rezerwat przyrody, romantyczny zamek na wodzie, relikty po dawnej kopalni... Jezioro możemy objechać rowerem wedle trasy zaproponowanej na tablicach, jakie widnieją praktycznie przy każdym parkingu.



Poczujecie się jak na Majorce!


Doskonałe warunki do "pedałowania" stworzono również wokół zbiornika pokopalnianego Bärwalder See - jednego z największych jezior w Saksonii, w gminie Boxberg, na terenie historycznych Łużyc Górnych.



Piękne wrzosowiska, 23-kilometrowa ścieżka rowerowa, kąpieliska i plaże z wiklinowymi parasolami, mini safari z lamami, magiczny park głazów a "na deser " - niemiecki, tajemniczy, barokowy pałac w Uhyst a na koniec - smaczny bratwurst. Jest też plaża dla nudystów a nawet psów! A w tle – ogromna elektrownia Boxberg – piąty truciciel w Europie. Tyle atrakcji zaledwie 50 km od polsko - niemieckiej granicy!



Jezioro Bärwaldzkie leży w południowo-wschodniej części Pojezierza Łużyckiego, na terenie wielkiego zagłębia węglowego. Na jego północy znajduje się kopalnia odkrywkowa w Nochten, na wschodzie - Reichwalde. Samo jezioro powstało w wyniku zalania wyeksploatowanej odkrywki kopalni węgla brunatnego. Napełniane wodą trwało aż 10 lat. To jeden z wielu przykładów, jak ze zdegradowanego środowiska Niemcy potrafią zrobić naprawdę fajną atrakcję turystyczną. Więcej o szlaku piszę TUTAJ



Wilczym szlakiem


Polecam Wam też na rowery Wilczy Szlak (Wolfsradweg) w okolicy miejscowości Rietschen. To jedna z najpiękniejszych rowerowych tras na Górnych Łużycach. A skąd taka nazwa? Ponad 20 lat temu wróciły tu wilki, które wyginęły w tym regionie w połowie XIX w. 43 - kilometrowy Wilczy Szlak prowadzi przez ich siedliska.



I choć podczas rowerowej eskapady nie spotkałem ani jednego, to ani nie przez moment nie narzekałem na nudę. Po drodze napotkamy gęste lasy sosnowe, śródlądowe wydmy, stawy i stawy. Są też stare, łużyckie osady i niesamowity krajobraz górniczy. I to wszystko w zasięgu występowania wilków łużyckich! Start polecam wam w "wilczym skansenie" (Erlichthofsiedlung) we wspomnianym Rietschen, zaledwie pół godziny jazdy od Zgorzelca i granicy polsko – niemieckiej. Ta miejscowość we wschodniej części landu Saksonia znajduje się bezpośrednio przy drodze federalnej 115 między Cottbus a Görlitz. Więcej o szlaku piszę TUTAJ.



Polecam również szlak parków - z przygranicznego Bad Muskau do Kromlau.



Saskie parki


AZALIE I DIABELSKI MOST. Saksonia słynie też z pięknych parków. W Parku Rododendronów i Azalii z Diabelskim Mosten w Kromlau poczujecie się jak w krainie rodem z Władcy Pierścieni. Piękny, baśniowy o wielkości ponad 200 ha szczególnie robi wrażenie w maju, gdy kwitną w nim azalie i rododendrony. To wszystko zaledwie o 9 kilometrów od naszej granicy z Saksonią.



Do Kromlau historycznie należącej do Górnych Łużyc (serbołużycka Kromola) z Wrocławia dotrzemy do niej w dwie godziny, kierując się najpierw autostradą A4, a następnie - drogą krajową nr 18 (obecnie w przebudowie) i drogą krajową nr 12 , docierając do przejścia granicznego z Niemcami w Łęknicy/ Bad Muskau.



Z Łęknicy dalej jedziemy drogą Gablenzer Strasse przez wieś Gablenz. Do Kromlau możemy dotrzeć autem, zostawiając je na sporym, płatnym parkingu przy parku, jak również zostawiając je wcześniej w Łęknicy i wypożyczając tam rower (zarówno po stronie polskiej jak i niemieckiej w Parku Mużakowskim).



W pobliżu mamy do dyspozycji spory, płatny parking (2 euro - samochody osobowe, 5 euro - busy, campery) a w sezonie - również małą gastronomię. O atrakcjach parku dowiemy się z licznych tablic informacyjnych, rozstawionych na jego terenie.

Główną atrakcją jest Most Rakotza. Ten most łukowy wraz odbiciem w wodzie tworzy idealny okrąg, stąd też druga nazwa - „Diabelski Most”. Do jego budowy wykonano kamieni bazaltowych z Szwajcarii Saksońskiej i Czech.



PARK MUŻAKOWSKI. Pobliski, wspomniany już Park Mużakowski (Bad Muskau) leży na granicy obu państw. Po polskiej stronie znajduje się na terenie miasta Łęknica (522 ha), po niemieckiej – Bad Muskau (w landzie Saksonia, 206 ha). Szczególnie saska część parku, choć dużo mniejsza, część robi wrażenie.



Warte uwagi są dwa zamki oraz inne budowle i ogrody kwiatowe, powstałe w I połowie XIX w. Pomysłodawcą bajkowego parku był pruski arystokrata, książę Hermann von Pückler-Muskau.



Jeden z największych w Europie parków łączą dwa mosty: Most Podwójny oraz Most Angielski. Wchodzi w skład Parku Krajobrazowego i Geoparku „Łuk Mużakowa”, który uznano za Światowe Dziedzictwo UNESCO. Przed wejściem do kompleksu możemy zostawić na parkingu samochód (tuż przy parku - 20 zł za dzień ,po stronie niemieckiej - 3 euro za dzień, jest też dostępna wypożyczalnia rowerów). Jeśli ktoś ma więcej czasu, może poszukać bezpłatnego miejsca w Łęknicy i Bad Muskau i stamtąd ruszyć rowerem.



Zaledwie 20 km od Łęknicy znajdziecie kolejny ciekawy park w Saksonii. To PARK GŁAZÓW W NOCHTEN. Pewnie zapytacie, co takiego fajnego w sobie mają te głazy, w dodatku zgromadzone w jednym z najbardziej eksploatowanych przemysłowo miejsc tej części NRD-owskich Niemiec?



10 tysięcy lat temu głazy przywędrowały do tej części z Skandynawii. Topniejące lodowce niszczyły góry niczym domki z kart. Fragmenty skał głazów osiadły na terenie Łużyc. Dziś eratyki - bo tak fachowo nazywa się głazy narzutowe - możemy oglądać w Nochten. W stworzonym 18 lat temu 20-hektarowym parku jest około siedem tysięcy! Na tym skrawku niemieckiej części Łużyc głazy okraszone piękną roślinnością, przedzielone ciekami wodnymi na licznych wzgórzach tworzą przepiękną mozaikę. Podczas spaceru trasą długości około 3 kilometrów możemy obejrzeć w sumie ponad 100 tysięcy różnych krzewów, kwiatów i drzew. Do obejrzenia jest siedem stanowisk o nazwach: Wrzosowisko ze 130 odmianami wrzosu, Leśne Jezioro, Skalniak z licznymi kaktusami i sukulentami, Ogród nad Stawem, Stepy i Mała Skandynawia.  "Wisienką na torcie" jest artystyczny obelisk na najwyższym wzniesieniu parku, symbolizującym skandynawski lodowiec. Koniecznie trzeba się na niego wspiąć, aby odpoczywając na szczycie, podziwiać piękne krajobrazy tej części Łużyc. Więcej o tym miejscu piszę w moim osobnym poście TUTAJ




Saksonia nad wodą

W Saksonii nie brakuje wody. Szczególnie , że w latach 90. zalano nią pokopalniane wyrobiska. Można się kąpać lub pływać jachtem we wspomnianych jeziorach Berzdorfer See i Barwalder See, można też odpoczywać nad wodą w kamieniołomach. Takie niezwykłe miejsce znajduje się w Königshain w górach o tej samej nazwie. To sielskie miejsce leży zaledwie 20 minut drogi autem od Zgorzelca, tuż przy autostradzie A4. Dziś jest nie tylko rajem dla płetwonurków, miłośników instagramowych widoków i tras rowerowych ale i ekscytującym muzeum wydobycia granitu w tej części Łużyc.



Kamieniołom wśród bajkowej, granitowej scenerii i lasów gór Königshain, powstał na zboczach największej z nich, Hochstein (406 m n.p.m.). Składa się z kilku zbiorników. Krystalicznie czysta woda nadaje się zarówno do pływania jak i nurkowania. To drugie jest możliwe, po wcześniejszym zgłoszeniu przedstawicielom klubu Tauchclub Görlitz.



Nurkowanie w najgłębszym, 33-metrowym zbiorniku to nie tylko podwodna przygoda mieniąca się błękitem i zielenią, ale i zatopione atrakcje: stary motocykl, domem pompowni a nawet kabinę ciężarówki. W wodzie można spotkać jesiotry i karpie. Königshain to także raj dla amatorów pieszych wycieczek i rowerzystów. Wokół wyrobisk utworzono pętlę ścieżek i stanowiska widokowe. Na turystów, u podnóża gór przygotowano dwa bezpłatne, gruntowe parkingi. Można tam zostawić auto a także kamper. Więcej o tym miejscu przeczytacie w moim osobnym poście TUTAJ.



Kiełbasa czy kebab?


Pewnie zapytacie, co zjeść w Saksonii? Nie będzie tu wymyślnej kuchni, mimo, że Niemcy to jedno z najbogatszych państw europejskich. "Cztery razy K", a nawet pięć (licząc kebab)- to fundament kuchni Saksonii. To cztery składniki, które są podstawą jadłospisu mieszkańców tego landu i nie tylko tego, bo większości kraju. Wszystkie zaczynają się na literę "K": „Kartoffeln” (ziemniaki), „Kloβe” (kluski), „Kuchen” (ciastka) oraz „Kaffe” (kawa). Jak sami widzicie, kuchnia jest prosta i niewyszukana.



Ziemniaki tutaj podawane są w każdej postaci, zarówno zasmażane z boczkiem, w zupie ziemniaczanej z kiełbasą, po placki, puree i frytki. Drugim najczęstszym dodatkiem jest kiełbasa (bratwurst), podawana zarówno jako fast food - z ulicznych kramików - z bułką, jak i restauracjach, w sobie curry. W saskim jadłospisie rządzą również kluski i kebab,który do Drezna przywędrował wraz z tureckimi imigrantami.



Podobnie jak w Dreźnie, do gorącej kawy serwowana jest strucla, sernik i marcepanowe babeczki zwane Lerchen. Saskim specjałem, którym zajadał się sam król August II Mocny, jest trójwarstwowe ciastko z budynkiem, twarogiem i drożdżowym spodem (Eierschecke) i podobny do sękacza Baumkuchen. W okresie świąt wypiekane są pierniki, a także strucla bożonarodzeniowa – Stollen.

Komentarze


Spodobało się? Zapisz się na moją listę mailingową:

bottom of page