Rowerem po Trójstyku
- Piotr Piotrowski

- 46 minut temu
- 6 minut(y) czytania
Odwiedzić trzy kraje w kilka godzin? W dodatku rowerem? 30 km na dwóch kółkach, z przerwą na kąpiel w jeziorze, ale i ciężki podjazd na górę Popova Skala a po drodze zamki i klimatyczne miasteczka. Czy to możliwe? Oczywiście! Na trójstyku Polski, Niemiec i Czech!

Jeśli ktoś z Was szuka weekendowej wycieczki blisko naszej granicy z zachodnimi i południowymi sąsiadami, to dobrze zrobił, odwiedzając mój blog.

Polsko – niemiecko - czeski trójstyk to świetny pomysł zarówno na wycieczkę rowerową, połączoną z plażowaniem nad jeziorem, wędrówką po Górach Łużyckich a także zwiedzaniem miasteczek leżących w tym niezwykłym miejscu, w którym stykają się granice trzech państw - pomiędzy miejscowościami Porajów, Hradek nad Nysą i Żytawą (Zittau).

Mój autorski plan na kilkugodzinną wyprawę liczy około 40 km. Oprócz dobrego samopoczucia wymaga sprawnego roweru, wypoczętych nóg oraz plecaka z wodą i kanapkami. Spodobał się mojej żonie, więc i Wam może przypaść do gustu!
Tu link do trasy:
Na teren trójstyku zwanego też Trójziemiem dotarliśmy od strony Wrocławia kierując się na Bogatynię (autem - 2 godz. 15 minut) i dalej do granicy polsko – czesko - niemieckiej, jadąc na Sieniawkę i Porajów. Tam, poruszając się Aleją Trzech Państw zjechaliśmy na duży parking przy markecie (po lewej stronie). Przesiedliśmy się na rowery, po czym z alei wjechaliśmy na drogę prowadzącą do miejsca, gdzie stykają się granice trzech państw.

Start w Trójziemiu
To tutaj w dniu wejścia Polski Czech do Unii Europejskiej spotkali się prezydenci RP, Czech oraz Niemiec – dziś to wydarzenie upamiętnia obelisk. Po chwili byliśmy w Trójziemiu. Trzy państwa oddziela punktem granicznym Czech z Polską jest kamienny obelisk, a od strony niemieckiej - krzyż. Majestatyczności temu miejscu dodają trzepoczące na wietrze flagi graniczących ze sobą państw. Można przycupnąć na ławeczce , jest miejsce na ognisko.


Chill w mokradłach
Po wykonaniu zdjęcia, ruszyliśmy asfaltową ścieżką, malowniczą wijącą się wzdłuż Nysy Łużyckiej w kierunku czeskiego miasteczka Hradek nad Nisou. Po drodze skręciliśmy w bok, drewnianymi kładkami pośród mokradeł Kristýna. Niezwykle urokliwe miejsce, szczególnie dla miłośników natury. Kładki prowadzą do tarasu z ławkami, gdzie można odpocząć , napić się kawki z termosu i delektować się niezwykłymi widokami przyrody Trójstyku. Chwilę poczilowaliśmy, obserwując kumkające żabki w zaroślach i wijące się w wodzie rybki.


Krystynka Beach :)
Drewnianymi kładkami wyjechaliśmy z mokradeł prosto do cudownego jeziorka zwanego również Krystynką (Kristýna). Tak jak wiele na Łużycach podobnych zbiorników po kopalni odkrywkowych i to zostało zalane wodą, aby służyć rekreacji miejscowych i turystów. Nad czystą plażą i wodą wypiliśmy zimne latte z bitą śmietaną, jaką serwują w jednej z tutejszych kawiarni. Z pewnością tu jeszcze wrócimy, może na cały weekend, aby się trochę pochlupać w wodzie!



Z noclegiem nie ma problemu: domki, pensjonat, pole kempingowe. Do tego wypożyczalnia rowerów i hulajnóg. Jest też plac zabaw dla dzieci i park linowy. Po samym jeziorku można popływać wypożyczoną łódką a także kajakiem – tu również opcja spływu Nysą od wsi Machnin w kierunku słynnej z klasztoru Marienthal miejscowości Ostritz.


Hradek. Z wizytą u wampira Tobiasza
Z jeziorka udaliśmy się do czeskiego miasteczka Hradek nad Nisou, z uroczym ryneczkiem i restauracją "Camelot" (dawniej zajazd U Zielonego Drzewa lub też Zielonego Wieńca), w której posililiśmy się bitką smacznego mięska z knedlikami. O Hradku wcześniej słyszałem jedynie od mieszkańców Szprotawy, gdy został jej miastem partnerskim.


Kamienice na Starówce zostały zrewitalizowane, a podczas przebudowy jednej z ulic natrafiono na niezwykle ciekawe znalezisko - szkielet mężczyzny z pierwszej połowy XIV wieku. A, że został pochowany twarzą do dołu, tuż za murem cmentarza, okrzyknięto go wampirem. W średniowieczu stosowano taką praktyką antywampiryczną, aby uniemożliwić nieboszczykowi powrót zza grobu.



Dziś wampir Tobiáš z Hrádku nad to jedna z głównych atrakcji niewielkiego, sennego miasteczka na polsko – czesko – niemieckim trójstyku. Szkielet Tobiasza, bo tak umownie nazwa człowieka z czasów króla Jana Luksemburczyka (najprawdopodobniej pochodzącego z terenów dzisiejszej Albanii – red.) zobaczycie w tutejszym muzeum, w kamienicy z zabudowy szachulcowej (Rynek Górny nr 71).



Mieści się tutaj też centrum informacji turystycznej, a nawet kino. W Rynku stoi też replika kolumny morowej z 1714 roku. Lubiącym parku polecam kierunek : ulica 1 Maja. Oprócz cienia i klimatycznych alejek znajdziecie tam rzadko spotykany w Czechach pomnik poświęcony cesarzowi Franciszkowi Józefowi. O Hradku więcej przeczytacie poniżej:
Popova Skala. Rowerem pod górę
Z Hradka pojechaliśmy na Dolní Sedlo i wzniesienie Popovą Skalę (565 m n.p.m). Rowerem na górę? Czemu nie! Dopóki były takie możliwości techniczne, pedałowaliśmy, ile wlezie! Po drodze minęliśmy jeden z piękniejszych zamków pogranicza polsko – czeskiego, w Grabštejn.


Po wyjeździe z Dolniego Sedla w leśne, wąskie ścieżki trzeba było niestety rower pchać. Na szczyt najlepiej dotrzeć zielonym szlakiem. Było warto, bo Popova Skala ze swoją naturalną basztą z piaskowca - z to świetny punkt widokowy szczególnie na zachodnią część Sudetów i cały Trójstyk. To był też nasz kolejny szczyt w Górach Łużyckich (po Luž -u). Aby turyści mogli bezpiecznie podziwiać widoki , na górskiej baszcie zamontowano barierki.





Z Popovej Skały kierowaliśmy się na Hartalu i Zittau, czyli niemiecką część Trójstyku. I zaserwowaliśmy sobie niezły, leśny survival, bo w pewnym momencie wybrałem "ścieżkę w bok", która okazała się strasznie zarośnięta i nie uczęszczana od dawna. I tak przedzieraliśmy się zboczami góry, pokonując geste zarośla i połamane gałęzie. W końcu, po około 20 minutach dotarliśmy do gruntowej drogi, którą pierwotnie mieliśmy jechać. Po paru minutach dotarliśmy do Hartau.



Obok kilku ciekawych chałup w zabudowie szachulcowej, charakterystycznej dla Łużyc, w oczy rzucił się jeszcze niewielki budynek z piaskowca na planie ośmiokąta (Röhrhäusel). Z informacji , jaka widnieje obok wyczytaliśmy, że do 1864 roku on służył do gromadzenia wody źródlanej dla rozbudowanego systemu wodociągowego Żytawy (Zittau), który funkcjonował w mieście od połowy XV w.




Zittau, czyli łużycka Żytawa. Miasto płócien, roburów i kolejki
Z Hartau dojeżdżamy do Zittau, w poszukiwaniu obiadku. Jest dość późno, więc zabieramy się za pizzę , w jednej z restauracji w Rynku. To stare, łużyckie miasteczko warto zwiedzić z kilku powodów. Synie z wąskotorowej kolejki – retro, osiedlowego pop – artu, NRD-owskich "nysek" (roburów), unikatowych, wielkopostnych płócien z XV i XVI w. oraz licznych zabytków, które szczęśliwie przetrwały wojenną zawieruchę.

Osiedle pop - art czyli Blask Mandawy
Szare, komunistyczne bloki powstały w Żytawie, w czasach NRD zyskały nowy blask 11 lat temu, dzięki wizji berlińskiego artysty, Sergeja Alexandra Dotta. Betonowe, prefabrykowane klocki z lat 80. XX w. zostały ozdobione rzeźbami i znakami.





Nieczynna fabryka Roburów
Ten sztandarowy pojazd NRD był produkowany przez 30 lat, w latach 1961-91 właśnie w żytawskiej fabryce. Zarówno autobusy jak i ciężarówki. Robury nazywano „długowieczną prowizorką”, a to dlatego, że dość anachroniczna konstrukcja służyła kierowcom przez wiele lat, nie wymagając zbyt wielu nakładów finansowych i napraw.



Żytawa jak cała Saksonia, może pochwalić się licznymi zabytkami. Najprościej zwiedzimy je, zaczynając wędrówkę od Ratusza, w którym dostaniemy bezpłatną książeczkę z mapką i opisem wszystkich najciekawszych budowli. Zabytki koncentrują się przy czterech miejskich placach. Pierwszy - Plac Targowy wokół Ratusza, drugi – św. Jana, trzeci - tzw. Nowe Miasto, czwarty – Plac Klasztorny. Praktycznie wszystkie ze sobą sąsiadują. Więc zwiedzanie ich atrakcji nie zajmie nam więcej, niż godzinę - dwie.


Sztandarową budowlą Żytawy jest Ratusz wybudowany w latach 1840-45 w stylu pałaców włoskich (późny gotyk i wczesny renesans). Budynek zdobią piaskowcowe posągi bogiń: sprawiedliwości i mądrości. Lwy – pozostałość po wcześniejszym ratuszu zniszczonym w 1757 roku, dekorują z kolei schody wejściowe do budynku. Warto zajrzeć do sali reprezentacyjnej na pierwszym piętrze, którą zdobią brązowe popiersia wybitnych burmistrzów i wpływowych rodów Żytawy (Zittau).


Wokół placu Targowego warto zwrócić uwagę na aptekę miejską, z ponad sześćsetletnią historią oraz Dom Pana Noacka – barokową kamienicę mieszczanina o tym nazwisku, postawiony w 1689 roku. Noack był królewskim poborcą podatków i radnym miejskim. Warto zwrócić uwagę na imponujący portal obramowany toskańskimi kolumnami i herbem z inicjałami twórcy - "AN" oraz rokiem powstania - "1689 ".


Każde zabytkowe miasto ma swoje fontanny, ma je również Żytawa. Szczęśliwie kilka z nich przetrwało wojenne zawieruchy, dzięki czemu możemy je dziś podziwiać w pełnej okazałości. Najstarszą w mieście jest ta z bogiem wojny - Marsem, z 1585 roku. Wrażenie robi również fontanna z Herkulesem, wybudowana na część króla saskiego, Augusta Mocnego, słynącego z niezwykłej siły. Warto usiąść również przy barokowych fontannach Samarytanki, z 1679 roku oraz Łabędzia z 1710 roku.


Wyjątkową perełką wśród zabytków są żytawskie płótna wielkopostne. Małe z 1573 roku znajduje się w byłym klasztorze Franciszkanów, duże – z 1472 roku - w kościele Św. Krzyża.

Duże płótno w okresie wielkiego postu było zawieszane na łuku prezbiterium i zasłaniało ołtarz główny. Dekorują je 90. scen z Pisma Świętego – od stworzenia świata po Sąd Ostateczny. To jedyne takie płótno w Niemczech, jedno z 18 na całym świecie. Mimo, że w czasach reformacji Marcin Luter nakazał usunąć płótno z kościoła, gmina Żytawa nadal go używała. Mało tego, zamówiła nawet kolejne, mniejsze, które znajduje się w klasztorze Franciszkanów, gdzie jest również żytawskie muzeum.

Duże płótno szczęśliwie cudem przetrwało pożar i wojenną zawieruchę. Odnalezione przypadkowo w 1840 r. zostało jako zabytek wywiezione do Drezna. Wróciło do Żytawy po ponad 30 latach. Tam z kolei sowieccy żołnierze używali go jako... zasłony w saunie, przez co część obrazów zatarła się. W 1995 roku renowacji płótna dokonała szwajcarska fundacja i dziś mogą je podziwiać turyści z całego świata.

Tańszy bilet kupimy jeśli połączymy zwiedzanie obu płócien (połączony bilet do Museum Kirche zum Heiligen Kreuz oraz do Kulturhistorisches Museum Franziskanerkloster). Więcej informacji TUTAJ (Muzea miejskie w Żytawie).

To oczywiście, nie wszystkie zabytki, warte uwagi. Piszę o nich w osobnym poście o Żytawie, TUTAJ. Serdecznie zapraszam! Z Żytawy wróciliśmy ulicą Friedensstraße do naszego punktu początkowego, czyli parkingu w Porajowie.





Komentarze