top of page
  • Zdjęcie autoraPiotr Piotrowski

Gozo. Raj na ziemi


Mniejsza siostra Malty zauroczy Was cudnymi klifami, skalnymi oknami i słynną grotą z widokiem na niebiańską zatokę. Do tego sielski urok, pachnące ziołami łąki i zjawiskowa bazylika, w której modlił się nasz Papież. W klimatycznej, pachnącej kadzidłami stolicy wyspy – Victorii - zjecie fenka po maltańsku a w słynnej cytadeli ukryjecie się przed piratami.

Gozo z arabskiego znaczy "radość". To tutaj wedle mitologii greckiej, nimfa Kalypso więziła przez siedem lat Odyseusza, tułającego się z Troi do domu. To druga co do wielkości wysepka Archipelagu Maltańskiego (67 km kw.), na którą dotrzecie promem z Malty, do której z kolei samoloty latają ze wszystkich największych polskich lotnisk.

Na zwiedzanie Gozo najlepszą porą będzie wiosna lub jesień. W pełnym sezonie są tutaj wysokie temperatury, poza tym, wyspa nie jest już tak soczyście zielona, jak w kwietniu czy maju. Wtedy też znajdziecie najtańsze ceny noclegów. Z hoteli na Gozo polecam Grand Hotel przy porcie w Mġarr , Calypso przy zatoce Marsafolm lub St. Patrick's w uroczym Xlendi, blisko stolicy wyspy. Odradzam wykupywanie opcji all inclusive. Jedzenie na Malcie najlepiej smakuje w lokalnych restauracjach i barach.

Jest też sporo dobrych hoteli na samej Malcie, ale tu już musicie brać pod uwagę codzienne rejsy promem. Choć z drugiej strony to tylko cztery mile, które pokonacie w pół godziny. Promy cumują w porcie Mġarr, nad którym roztaczają się mury osiemnastowiecznego Fortu Chambray oraz kościoła Matki Boskiej z Lourdes, zbudowanym na klifie.

Zwiedzać wyspę możecie na własną rękę, wynajętym samochodem, autobusami albo taksówkami. Z tym, że komunikacją miejską nie dotrzecie do wielu atrakcji, jakie skrywa Gozo. Z kolei jeśli wypożyczacie auto, pamiętajcie, że na wyspach maltańskich obowiązuje ruch lewostronny – pozostałość w spadku po Imperium Brytyjskim. Ja wybrałem najwygodniejszą formę - wycieczkę tuk tukiem, z biura Piggy Tours Ltd, które prowadzi mieszkające na wyspie polskie małżeństwo, Agnieszka i Michał. Szczegóły znajdziecie https://www.piggy-tours.com/

Paradę bajecznych widoków zaczęliśmy od stromych klifów Sanap, spadających prosto do morza. Dojedziemy do nich wąską, polną drogą, którą jeżdżą tylko nieliczni turyści, chcący zwiedzić więcej na wyspie, niż w ofercie większości biur.

Klify swoją nazwę zawdzięczają uprawianych na tym terenie gorczycy (z maltańskiego „senepa”). Zobaczymy tu najwyższe na wyspie klify Ta’ Cenc, osiągające do 120 metrów wysokości. W tym magicznym miejscu spotkamy tłumów turystów. Ba, my ich w ogóle nie spotkaliśmy, co było ogromnym plusem, nie tylko w robieniu cudnych fotek.

Ja tu wystąpiłem z ręcznikiem z krzyżem Zakonu Maltańskiego. Lipcowa spiekota tego dnia była tak duża, że nie tylko przydał się na plażowanie na Rampla Bay, ale i jako parasol słoneczny :).

Kolejnym punktem naszej wycieczki jest Dwejra Bay, zatoka z kilkoma fenomenalnymi miejscami. Wielkie "wow" zaczynamy od punktu widokowego na Inland Sea, morskiej zatoki oddzielonej od pełnego morza skalną ścianą. Zatokę z morzem łączy korytarz, przez który (przy wietrznej pogodzie) wpadają z impetem morskie fale.

To jedna z ulubionych miejsc Gozańczyków i Maltańczyków na spędzanie wolnego czasu, z dala od miejskiego zgiełku. W pełnym sezonie wielu z nich wynajmuje swoje mieszkania turystom, by zamieszkać w prowizorycznych domkach, wybudowanych przy zatoce. Trzymają tam swoje łódki, którymi przepływają pod skalną ścianą. Turyści też mogą zażyć tej przyjemności, 15 minutowa rejs łodzią zatoką i korytarzem to koszt 4 euro.

Z Inland Sea robimy parę kroków w kierunku skarpy, z której zobaczymy resztki symbolu wyspy – Azure Window (Lazurowe Okno). Skalne okno runęło do morza sześć lat temu, podczas silnego sztormu. Obecnie mogą je w pełnej okazałości podziwiać tylko płetwonurkowie. Tutejsze plenery wykorzystano w pierwszym sezonie kultowego serialu „Gry o tron”, m.in. podczas wesela Daenerys Targaryen i Khala Drogo.

Dla rekompensaty jest tu jeszcze Blue Hole - naturalny, 10-metrowy basen z krystalicznie czystą wodą. To gozytański raj dla płetwonurków. W pełni Blue Hole możemy podziwiać z góry wdrapując się na najwyższy szczyt przy samej skarpie.

Do "Niebieskiej Dziury" odwracamy się tyłem. Przed nami roztacza się przepiękny widok na zatokę Dwejra Bay, czyli kolejne klify i skałę Fungus Rock, która trochę przypomina mi twarz słynnej filmowej małpki – King Konga.

Skałę nazwano od grzyba, który porastał jej ściany. Tak naprawdę, to nie był grzyb, tylko pasożytnicza roślina – cynamorium szkarłatne. Przez wiele lat uznawaną za zdrowotne błogosławieństwo, szczególnie dla jelit. Wielki mistrz zakonu maltańskiego wysyłał ją na europejskie dwory królewskie, aby prezent często ratujący życie.

Z lewej strony zatoki stoi Dwejra Tower, wieża obserwacyjna, w której jeszcze w czasach panowania brytyjskiego stacjonowało trzech żołnierzy. W średniowieczu wypatrywali oni na morzu nie tylko tureckich czy pirackich galer

Gozo nie ma już Azure Window, ale godnego następcę. To skalne okno Wied il-Mielah ( zwane Mniejszym Oknem) do którego nie dotrzemy komunikacją miejską, ale raczej jeepem czy tuk- tukiem – jak najbardziej. Oczywiście, czeka nas jeszcze krótki spacer wzdłuż skalnej rozpadliny. Po drodze możemy zrobić mini kurs z mini zielnika – z jednej strony kapary, z drugiej tymianek czy rukola. Gozo to prawdziwy zielarski raj. Przewodnik Paweł zrobił nam krótki kurs praktyczny z zielarstwa.

Kolejne miejsce, gdzie masowa turystyka nie dociera to Wied il-Ghasri, maleńka, przecudna plaża, wciśnięta w dolinę, gdzie morze wdziera się w głąb Gozo. Oczywiście, nie dojedziemy do niej autem. Zostawiamy te koło budki ze słynnymi na wyspie drinkami serwowanymi w ananasach. Dalej musimy pokonać kilkadziesiąt kamiennych schodków, aby poczuć się jak w małym gozytańskim raju. Jest chwila na odpoczynek a nawet - krótką kąpiel.

Skalne baseniki solankowe czy jak kto woli - panwie czy saliny (Salt Pans) ciągną się wzdłuż znacznej części wybrzeża w pobliżu wioski Marsalforn. Przypominają ogromne szachownice pełne kwadratów czy prostokątów. Technologia jest prosta - sól pozyskuje się po odparowaniu wody.

Od lat zajmuje się tym rodzina Cini. Można się tutaj zatrzymać na chwilę, zrobić piękne zdjęcie panwi z widokiem na wyżłobiony w piaskowcu słup przez wiejący w tej części najmocniej wiatr a także kupić woreczek takiej soli spożywczej w jaskini przy drodze. Spotkamy tam starsze małżeństwo , które nadzoruje baseniki. On sprzedaje woreczki soli, ona – robi w tym czasie sweterki na drutach.

W Marsalforn jest też jedna z ładniejszych plaż na wyspie.

Chwilę ochłody zażyjemy w bazylice Ta’Pinu w pobliżu wsi Għarb, kolejnym punkcie naszego programu.

Stojąca tu niegdyś szesnastowieczna świątynia uległa zniszczeniu, więc biskup za zgodą papieża, nakazał jej rozbiórkę. Gdy jeden z pracowników złamał rękę, uznano to za cud. Potem, w 1883 roku wieśniaczka usłyszała głos Maryi Dziewicy. I tak się zaczęło.

Duża liczba cudownych objawień i uzdrowień spowodowała, że pielgrzymi z całego świata walili tutaj jak w dym... Kościół rozbudowano w latach 1919-31, uznając za bazylikę mniejszą. Nazwa Pinu pochodzi od imienia Filipa, właściciela tych ziem. Obecnie w nawach kościoła zobaczycie dowody łask (kule, gipsy, dziecięce ubranka) oraz listy dziękczynne dla Najświętszej Maryi Panny z Ta’Pinu.

W 1990 roku w bazylice modlił się nasz Jan Paweł II, dokładając obrazowi Najświętszej Maryi Panny aureolę z pięciu gwiazdek, aby zaświadczyć o nabożeństwie narodu maltańskiego do Matki Bożej.

I jeszcze news z tego roku. Tuż przed moim przybyciem, podczas prac konserwatorskich w bazylice odkryto 500-letni rysunek Matki Bożej, który posłużył do namalowania cudownego obrazu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Po duchowej przygodzie czas na zdobycie Cytadeli, pięknej fortyfikacji w centrum stolicy Gozo, czyli Victorii (dawny Rabat). W połowie XVI wieku Turcy napadli wyspę i porwali mieszkańców, czyniąc z nich niewolników. Wtedy wielki mistrz Kawalerów Maltańskich, Philippe de Villiers l'Isle Adam poczynił rozbudowę dawnej twierdzy, dzięki czemu ludność mogła się schronić przed atakami zarówno Turków jak i piratów.

Oprócz spaceru po murach obronnych i podziwiania z niej panoramy wyspy , polecam zajrzeć do katedry Wniebowstąpienia NMP, kilka muzeów oraz stare więzienie (bilet 5 euro). Przed katedrą nie możecie przeoczyć pomników dwóch papieży, ten z prawej to św. Jan Paweł II.

Po zwiedzaniu proponuję czas na odpoczynek, w cieniu uroczych kamieniczek na Placu it – Tokk, czyli Placu Niepodległości. Warto tu ugasić pragnienie maltańskim piwem Cisk lub latte. Osią placu jest posąg Jezusa na szczycie Pomnika Ofiar II Wojny Światowej Gozytan, poświęcony bohaterom, którzy oddali życie podczas II wojny. Ich nazwiska są wyryte w miejscowym kamieniu imponującego pomnika.

Stolica Gozo - arabski Rabat - stała się Victorią za czasów Imperium Brytyjskiego – z okazji złotego jubileuszu królowej Wiktorii. Pyszne pastizzi z serem ricotta zjecie w cieniu katedry Św. Jerzego, na placu o tej samej nazwie, otoczonym mnóstwem knajpek i stoik z souvenirami.

Delektując się latte, z ogromną ciekawością przyglądałem się przygotowaniom Gozytańczyków do religijnych uroczystości. Zapach kadzidła, kolorowe dekoracje na ulicach, ogromne figury stawiane na ozdobionych postumentach.

Oryginalne pamiątki kupicie z kolei w House of Gozo: grafiki, plakaty, kartki z życzeniami, torby na ramię, fartuchy czy zeszyty. Wszystkie gadżety są drukowane farbami roślinnymi.

Warto zgubić się w uliczkach starego Rabatu, wyłączyć GPS, schować mapę w plecaku. Poczuć gozytański "slow life" .

Pewnie zapytacie, co zjeść na Gozo? Królik po maltańsku to hit, choć jak nam powiedział przewodnik, hodowli królików na maltańskich wyspach nie uświadczymy. Są one przywożone jako tusze m.in. z Sycylii. Warto też skosztować wszelkiej maści makaronów z ośmiornicą czy z muszelkami.

My na obiad zatrzymaliśmy się w Seahell – jednej z restauracji w Xlendi. Zanim na stół "wjechał " królik, były smaczne przystawki. Szczególnie polecam Ħobż biż-żejt – kanapkę przygotowywaną ze składników, jakie zwykle Gozańczycy i Maltańczycy mają w lodówce. Na pieczywo posmarowane oliwą i świeżo roztartymi pomidorami kładzie się kapary, ser i tuńczyka.

Po obiedzie było winko z lokalnej winiarni. Zarówno białe jak i czerwone jest doskonałe! Trzy butelki na pięć osób? W głowie się zakręciło, a przecież przed nami było jeszcze tyle do zobaczenia! Dodam, że będąc na Gozo czy Malcie warto też spróbować lampuki, czyli soloną rybkę z grilla lub w tarcie z oliwkami i szpinakiem. Z kolei na śniadaniowym hitem jest pastizzi – chrupiące, ciepłe paszteciki z włoskiego ciasta , nadziewane serem ricotta lub pastą z zielonego groszku.

Swoją drogą, jeśli miałbym gdzieś zamieszkać na wyspach maltańskich, to wybrałbym właśnie Xlendi. Wioska z domkami i blokami na wzgórzach i cudną zatoką oraz plażą. Tu też zamieszkał wraz z rodziną nasz wspaniały przewodnik, Paweł. Szukał idealnego miejsca na ziemi i właśnie Gozi i Xlendi najbardziej spełniały te warunki: piękne miejsce na morzu, urzędowy język angielski, kraj katolicki, praca w biurze turystycznym, dobre warunki rozwoju dla dzieci...

Po drodze z restauracji w Xlendi do zatoki Ramla Bay zatrzymaliśmy się przy pewnej pieczarze. Schylona Gozytanka prała tam odzież. Mimo, że dziś mamy już erę pralek automatycznych, wiele mieszkanek wyspy nadal ręcznie pierze ubrania w źródlanej wodzie, uważanej za najlepszą na wyspie. Przy korytach do prania stoją ławy – oprócz pralni, Ghan il – Kbira jest również miejscem spotkań.

"Crème de la crème" naszej wycieczki jest zatoka Ramla Bay z największą, piaszczystą plażą na wyspie. Aby rozkoszować się jej pięknem, wchodzimy do jaskini Tal-Mixta Cave. Do jaskini wejdziemy stromą ścieżką prosto z plaży lub podjeżdżając autem polną drogą. Warto! Na koniec oczywiście musieliśmy się wykąpać w zatoce!

Kto nie ma dość, może jeszcze zwiedzić świątynie megalityczne Ġgantija w Xanghra - jedne z najstarszych na naszym globie (około 6 tys lat temu), zbudowane z gigantycznych skalnych bloków o wysokości ponad 7 m i wadze około 50 ton. Ponoć zbudowała je olbrzymka, Gantija. Uprawiano w nich kult płodności.

Jeśli spodobało się Wam Gozo, polecam na tygodniowy pobyt. Jest tu jeszcze wiele pięknych miejsc do odwiedzenia. A przecież obok czekają ze swoimi atrakcjami Malta i miniaturowa Comino ze słynną Błękitną Laguną! A więc, ahoj maltańska przygodo!


12 757 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


Spodobało się? Zapisz się na moją listę mailingową:

bottom of page