top of page

Rumunia. Co zwiedzić? Atrakcje w tydzień

  • Zdjęcie autora: Piotr Piotrowski
    Piotr Piotrowski
  • 5 godzin temu
  • 15 minut(y) czytania

Rumunia nie jest szczytem naszych wakacyjnych marzeń. To wciąż niedoceniony kierunek przez Polaków na zwiedzanie Europy. A może zbyt pochopnie przykleiliśmy jej łatkę kraju biednego, zapóźnionego w rozwoju? Bo pokomunistyczna betonoza, bo Cyganie, bo dziurawe drogi i bezpańskie psy... A szkoda, bo ten kraj kryje w sobie naprawdę wiele pięknych miejsc!



Będziemy podziwiać tu najpiękniejsze zamki w środkowo -wschodniej Europie, rodzinny dom i górską warownię słynnego Drakuli, malowniczą, "asfaltową serpentynę" w Karpatach (Droga Transfogaraska), odkryjemy zabytkowe perełki Transylwanii na czele z Albą Julią, Braszowem i Sybinem a także piękne, pełne malowideł cerkwie. A na deser będzie "Paryż Wschodu", czyli stolica państwa, Bukareszt i "rumuński Kraków" - Kluż Napoka.



Rumunia to kraj kontrastów, biedy i bogactwa, brzydoty i piękna, kilometrów zwisających nad głowami przechodniów kabli energetycznych i telekomunikacyjnych, cygańskich pałaców rodem z Królowej Śnieżki, klimatycznych zamków ale i komunistycznej szarzyzny z czasów Nicolae Ceaușescu. To kraj, który bez wątpienia zasługuje na podróż, choćby tygodniową.



Timişoara


Był środek lipca i ponad 30 stopni w cieniu. Rumunię przekroczyliśmy od strony Węgier. Zmęczeni całodniową jazdą, zatrzymaliśmy się na nocleg w trzygwiazdkowym hotelu Aurelia w mieście Timişoara.  Wygodne łóżko, smaczne śniadanie, klimatyzacja i miła obsługa. Nic nam więcej nie potrzeba było, aby wypoczęci następnego dnia zobaczyć "Mały Wiedeń", bo tak nazywane jest to ponad 300 tysięczne miasto zachodniej Rumunii.



W centrum Timişoary aż roi się od pięknych, barokowo-klasycystyczno-secesyjnych budowli. Warte uwagi są pałace (m.in. Lloyd, serbskich biskupów, książąt Eugen), Dom Cuzy, zamek rodu Hunyadych czy Stary Ratusz. Timişoara była naszym pierwszym przystankiem podczas tygodniowej objazdówki w Rumunii, jaką odbyliśmy z zielonogórskim biurem Exodus.



Hunedoara

Po kilkugodzinnym spacerze wyruszyliśmy do jednego z najpiękniejszych w Europie zamków gotyckich. Warownia Korwinów w mieście Hunedoara stoi w sercu Transylwanii - krainy kojarzonej głównie z hospodarem wołoskim Władem Palownikiem (herbu Smok, czyli po rum. Dracul), którego w literaturze rozsławił Bram Stoker jako Hrabiego Drakulę.




To jeden z najpiękniejszych gotyckich zamków, jaki widziałem. Nawet w scenerii szkaradnych zakładów metalurgicznych wybudowanych za czasów ery Ceaușescu, prezentuje się wyjątkowo malowniczo. Dwa pierścienie murów wzmocniono wieżami, z których wyróżnia ta daleko wysunięta poza obwód obronny, zwana ” Ne Boisa” (Nie bój się).




Wieża stanowiła znakomite stanowisko do użycia broni palnej. Wjazd do zamku prowadził przez zwodzony most. Drugi etap rozbudowy - za syna Jana - króla Macieja Korwina - obejmował budowę reprezentacyjnego gotyckiego pałacu. Więcej o nim przeczytacie w moim osobnym poście, dotyczącym Hunedoary. TUTAJ




Drakula więziony w lochach?


Każdy zamek ma mroczne legendy i tajemnice, dzięki którym jego zwiedzanie jest jeszcze ciekawsze. Jedna mówi o tym, że więziono w nim Drakulę. Niektóre źródła potwierdzają, że Wład Palownik, książę Wołoszczyzny był przetrzymywany w tutejszych lochach przez Jana Hunyadiego, który wcześniej polecił stracić jego ojca, Włada II Dracul. Palownik vel "Drakula" został uwolniony ale pod warunkiem sojuszu z Janem Hunyadim.



Stoker szukał odpowiedniego zamku dla Drakuli a ten w Hunedoarze z racji swojej malowniczości i majestatyczności, znakomicie się nadawał do powieści mrożącej krew w żyłach. Tak naprawdę Stoker nie wiedział ani o sojuszu Włada z Hunyadim, ani o zamku Hunyadiego. Nie mniej, pisarz wyobrażał sobie Zamek Draculi jako umiejscowiony na pustym szczycie w górach Călimani w Transylwanii, w pobliżu dawnej granicy z Mołdawią.



I choć sam Palownik, jak sam jego przydomek wskazuje, wbijał swoich politycznych wrogów i Turków na pal, to Stoker dorobił mu zęby. Nie ma żadnych dowodów na to, że Wład pił krew swoich wrogów, po ich uśmierceniu. Ale legendy urosły do takich rozmiarów, że Stoker zrobił z niego upiornego krwiopijcę. Na szczęście dla Rumunii, w tym również Sighișoary – bo turyści walą tu drzwiami i oknami, aby zobaczyć rodzinne strony Drakuli. A na przyzamkowych straganach biznes kwitnie - koszulki, kubeczki, magnesy czy zegary ścienne z podobizną Włada w różnych postach - zarówno dzielnego hospodara jak i krwawego Hrabiego sprzedają się jak świeże bułeczki!




Zamek w Bran


Kolejny zamek , jaki odwiedziliśmy to ten w Bran. Najbardziej znany zamek Drakuli w Transylwanii, choć sam hospodar wołoski, Wład III Palownik mógł w nim przebywać raptem kilka dni (przejazdem), to właśnie z tej malowniczo położonej na wzgórzu rumuńskiej warowni Bram Stoker stworzył siedzibę jego literackiego odpowiednika - czyli Hrabiego Drakuli.




Dlaczego Stoker w stworzeniu Hrabiego Drakuli bazował na hospodarze wołoskim? Ano Wład III Palownik to nie tylko bohater dzisiejszej Rumunii ale i tragiczna postać w historii tej krainy, jaką była Wołoszczyzna. Za młodu oddany wraz z bratem jako zakładnik na dwór tureckiego sułtana następnie do szkoły Janczarów. Tam obaj byli wielokrotnie gwałceni i bici. O ile, Radu poddał się Turkom i stał się ich marionetką (i kochankiem sułtana) w walce o tron wołoski, o tyle - Wład po wypuszczeniu na wolność stał się ich zagorzałym wrogiem.




Przez wiele lat, z powodzenie jako ten wołoski Dawid opierał się tureckiemu Goliatowi, wygrywając wiele bitew z dużo potężniejszym przeciwnikiem. Pojmanych Turków kazała wbijać na pal, stąd też zyskał przydomek "Palownik", choć bardziej znany był też drugi - "Dracula", czyli syn smoka, Wszak jego ojciec Wład II Dracul nosił przydomek od smoku, który widniał w herbie rodu (Dracon po rumuńsku znaczy smok). Wbijał na pal, ale i gotował żywcem. Wkładał więźniów do kotła wiszącego nad ogniem. Ich głowy kazał wystawiać na zewnątrz w specjalnych otworach, aby delektować się ich cierpieniem, gdy byli gotowani żywcem.



Trekking do Poenari


Nie tylko Turków Wład wbijał na pal, ale również bojarów, którzy wydali na śmierć jego brata Mirczę i ojca, Włada II. Tym, których oszczędził, kazał iść 200 km do Poenari. Tam budowali dla niego górską twierdzę, która była faktyczną siedzibą Drakuli. Dziś z dawnej twierdzy zostały ruiny. Choć nigdy nie zdobyta (z jednej strony stoi na skraju Gór Fogaraskich, z drugiej - jego naturalną ochronę stanowiła rzeka Ardżesz) została porzucona i niszczała.




Z czasem część murów obsunęła się w dolinę. Jeśli chcecie zobaczyć prawdziwą siedzibę Drakuli, z Bran do Poenari dotrzecie autem w około 2,5 godziny. Ale to nie koniec. Aby wejść do ruin zamku, musicie pokonać 1480 stromych schodów, które prowadzą na szczyt wzgórza. Tam czekają na was upiorne inscenizacje - miejsca egzekucji (szubienica, manekiny powbijane na pal).


Sighișoara. Miasto Drakuli.


Warto też wybrać się do rodzinnego miasta Włada - Sighișoara (nieco ponad 2 godziny jazdy z Bran, link do mojej relacji z tego miejsca – TUTAJ).  Tam zobaczycie dom, w którym najprawdopodobniej przyszedł na świat, herb rodowy ze smokiem, a także poczujecie klimat jednego z najpiękniejszych średniowiecznych miasteczek tej części Rumunii.



Samo, 40-tysieczne miasteczko zachowało oryginalną, średniowieczną zabudowę. Odnowione kamieniczki wraz z kościołem na wzgórzu otoczone są murami obronnymi z kilkoma basztami, przez co Sighișoara nie bez powodu nazywana jest "rumuńskim Carcassone" i czyni ją największą , zamieszkałą cytadelą w Europie I trzeba tym sprytnym specjalistom od promocji i turystyki przyznać rację, bo ta leżąca nad rzeką Tyrnawą Wielką mieścinka naprawdę jest urokliwa!


Po minięciu wieży zegarowej, gdy w oczy rzuci się nam narożna, żółta kamienica. To Dom Drakuli. Tu najprawdopodobniej w I połowie XIV urodził się słynny Wład IV Palownik, syn Włada Dracula - hospodar wołowski, pogromca Turków i literacki pierwowzór Brama Stokera, który na kanwie okrutnych czynów tego władcy stworzył Hrabiego Drakulę.



I choć sam Palownik, jak sam jego przydomek wskazuje, wbijał swoich politycznych wrogów i Turków na pal, to Stoker dorobił mu zęby. Nie ma żadnych dowodów na to, że Wład pił krew swoich wrogów, po ich uśmierceniu. Ale legendy urosły do takich rozmiarów, że Stoker zrobił z niego upiornego krwiopijcę . Na szczęście dla Rumunii, w tym również Sighișoary – bo turyści walą tu drzwiami i oknami, aby zobaczyć rodzinne strony Drakuli.



Jednym z najoryginalniejszych zabytków w mieście są drewniane, zadaszone "Schody Szkolne", którymi dojdziemy do najcenniejszego budynku Sighișoary - Kościoła na Wzgórzu (na wysokości 429 m). Kiedyś było ich około 300, do dziś zachowało się 175 stopni. Schody powstały w 1642 roku i miały służyć młodzieży w komfortowym dotarciu do szkoły, która również mieściła się na wzgórzu. Szczególnie w zimie, aby uniknąć przeprawy przez zaspy i upadków na zaśnieżonej, śliskiej, stromej drodze.



Z dawnego systemu obronnego miasta i 13 baszt ostało się do dziś 8: baszta szewców, kowali, konwisarzy, powroźników, kuśnierzy, rzeźników, krawców, szewców. Następnie wchodzimy na plac Piața Cetății (Plac forteczny), otoczony odnowionymi, kolorowymi kamieniczkami. W tutejszych restauracjami zjemy tradycyjne rumuńskie dania (jak choćby mamałyga, ciorba fasolowa czy pączki papanasi). Do gustu przypadły mi te ostatnie. Papanasi, czyli rumuńska bomba kaloryczna to nic innego, jak pączki z konfiturami i śmietaną.




Droga Transfogaraska


Obok zamków i miast Transylwanii największą atrakcją turystyczną Rumunii jest niewątpliwie Droga Transfogaraska, zwana Szaleństwem Ceaușescu. To nie cud rumuńskiej inżynierii lat 70. XX w. i jedna z najczarniejszych kart w historii kraju.



Najsłynniejszy dyktator Rumunii nakazał wybudować kilometry asfaltowych "serpentyn" przez góry, bo bał się inwazji ZSRR, po tym jak Rosjanie w 1968 roku interweniowali w Czechosłowacji. Droga przez Karpaty ułatwiała przerzut jego wojska z jednej części kraju na drugą.



151- kilometrowa droga w rumuńskiej części Karpat łączy wschodnią część Wołoszczyzny z Transylwanią, przecinając z południa na północ główny grzbiet Gór Fogaraskich, pomiędzy ich dwoma najwyższymi szczytami: Moldoveanu i Negoiu. Swój najwyższy punkt osiąga nieopodal malowniczego jeziora Balea (2042 m n.p.m.), które można porównać do naszego Morskiego Oka.



Przy budowie tego "upiornego pomysłu" Geniusza Karpat, jak nazywano Nicolae Ceaușescu, przez 5 lat drążono i kuto w skałach, zużyto 6 milionów kilogramów dynamitu, aby wysadzić ich część. W tych ciężkich warunkach zginęło oficjalnie 38 żołnierzy, a w rzeczywistości - kilkuset. Powstała niesamowita, wręcz bajeczna serpentyna z kilkunastoma wiaduktami , pięcioma tunelami i 800 mostami.



To szaleństwo kosztowało ogromne pieniądze, ale dzięki niemu dziś rumuńska turystyka ma wspaniałą alternatywę dla tych turystów, którzy nie przepadają za zamkami, cerkwiami czy innymi zabytkami. My Drogę Transfogaraską przejechaliśmy... autobusem. Tak, tak. Nowoczesnym autobusem z zielonogórskiego biura podróży Exodus, w ramach objazdówki po Rumunii.



Niedźwiedzie na drodze


Jadąc drogą do kolejnego punktu naszej rumuńskiej wycieczki (cerkwi Curtea de Argeș) spotkaliśmy misie (oprócz tych sztucznych - nad jeziorem Balea :)), które wyszły nam na drogę. Autobus musiał się zatrzymać, więc była okazja na parę zdjęć. Niedźwiedzi w Rumunii jest już ponad 8 tysięcy, władze postanowiły zmniejszyć ich populacje, bo coraz częściej dochodzi do ataków na ludzi.



Cerkiew w Curtea de Argeș


W Curtea de Argeș stoi jedna z najważniejszych świątyń w kraju - Cerkiew Zaśnięcia Matki Bożej. Powstała za czasów hospodara mołdawskiego Basaraba V w XVi w. jest najczęstszych miejscem pielgrzymek. Skrywa w sobie relikwie św. Filotei oraz cząstki relikwii św. męczennicy Tatiany oraz św. Sergiusza. W cerkwi znajdują się groby królów rumuńskich Karola I, Ferdynanda I i Michała I.




Przy wejściu do świątyni nie mogliśmy nie skosztować pysznych jeżyn i Pálinki - owocowej wódki wyrabianej z fermentowanych śliwek, moreli czy gruszek. Sprzedawały je rumuńskie "babuszki", pięknie ubrane w tradycyjne , rumuńskie stroje.



Bukareszt. "Paryż Wschodu" czy "Ceaușescima"?


Jeśli chcecie zobaczyć więcej szaleństw krwawego dyktatora Rumunii, to polecam odwiedzić stolicę kraju. Przyznam szczerze, że na tle niezwykle fascynującej Transylwanii z Drogą Transfogaraską i zamkami Drakuli na czele czy Marmaroszu z wesołym cmentarzem i drewnianymi cerkwiami, Bukareszt nie należy do mojego rumuńskiego "must see". Ale...






Sami ocenicie, czy stolica Rumunii zasługuje jeszcze na dawne miano "Małego Paryżu Wschodu", czy może to już tylko wspomnienie paryskiej architektury i bardziej szary, betonowy dwumilionowy moloch zwany "Ceaușescimą", nazwany tak z połączenia nazwiska największego niszczyciela tego miasta – dyktatora Nicolae Ceaușescu i japońskiej Hiroszimy (zniszczonej po zrzuceniu bomby atomowej w 1945 roku).





Aby postawić budynek Parlamentu czyli Dom Ludu- drugi, co do wielkości budynek administracyjny na świecie – zaraz po waszyngtońskim Pentagonie (pow. 365 tys. mkw.) Ceauşescu nakazał zburzyć jedną piątą miasta i wysiedlić 40 tys. mieszkańców!



Z powierzchni ziemi zniknęło kilkanaście tysięcy budynków, w tym wiele zabytkowych, w tym 22 cerkwie, 6 synagog i 3 kościoły. Ale to był dopiero początek szaleństwa. Dom Ludu był budowany w iście ekspresowym tempie, 24 godziny na dobę. Rumuńscy obywatele setkami ginęli z wycieńczenia. Wielu z nich zalano w fundamentach betonem. Więcej o nim i Bukraszcie przeczytacie w moim innym poście o Rumunii - TUTAJ




Kościoły warowne i twierdze chłopskie


Rumunia słynie nie tylko z zamków, ale i twierdz chłopskich oraz kościołów warownych, czy jak kto woli – zamko-kościołach. W Transylwanii (Siedmiogrodzie) z czasów średniowiecza zostało ich kilkadziesiąt, więc wizyta we wszystkich zajmie Wam nawet tydzień. Ale przecież można zobaczyć kilka – tych najciekawszych i i to w jeden dzień!




W pierwszej połowie XIII wieku te zamko-kościoły powstawały jak grzyby po deszczu, szczególnie w czasach gdy do tej najpiękniejszej krainy Rumunii (wtedy pod panowaniem Węgier) król Andrzej II ściągnął doskonale znany nam zakon Krzyżaków - do obrony królestwa przed Poganami, szczególnie zagrażającymi wtedy Europie Połowcami i Mongołami. Ci z kolei zaczęli ściągać swoich rodaków z Niemiec, co zapoczątkowało osadnictwo Sasów w Siedmiogrodzie.



Nie w każdej osadzie powstawały zamki, więc Sasi wpadli na pomysł, aby budować mury wokół kościołów. Gdy wróg atakował, chowali się za nimi, wraz z całym dobytkiem. Mało tego, te fortyfikacje były imponujące - bardzo grube, często składające z trzech warstw murów.




Sasi urządzili w sobie nich pomieszczenia do mieszkania i przechowywania dobytku na czas wojny. Większość kościołów warownych jak i zamków chłopskich przetrwały wojenne zawieruchy, w drugiej połowie XX w. nie dotknęła ich również ręka szalonego dyktatora Nicolae Ceaușescu, więc dziś – zamiast wojsk nieprzyjaciela, szturmują je turyści.




Kościoły warowne, to obok Drogi Transfogaraskiej, "klasycznych " zamków w Hunedoarze czy Brano i Bukaresztu, jedna z największych atrakcji Rumunii. Ja Wam polecam odwiedzić te najsłynniejsze: Biertan, Prejmer i Hărman, choć ciekawie prezentuje się również warowny kościół w Viscri, gdzie dom kupił nawet sam angielski król Karol. Z kolei z ruin twierdzy w Rupea rozpościera się piękny widok na tę część Rumunii. Więcej o tych niezwykłych budowlach przeczytacie w moim osobnym poście TUTAJ



Alba Iulia - miasto cytadela. Rumuńska ślicznotka

Dawna stolica Siedmiogrodu szczególnie wyróżnia się na tle innych rumuńskich miast. To jedyne takie miasto - cytadela w tym kraju, z pięknie odrestaurowanymi budowlami, pamiętającymi jeszcze Rzymian. Obowiązkowy punkt objazdówki po Rumunii!

Alba Iulia mocno nie pasuje do tej rumuńskiej wielowarstwowości, w której stare cerkwie i neoklasycystyczne pałace mocno kontrastują z szarymi blokowiskami i betonozą.



W tej siedmiogrodzkiej piękności brak architektonicznego chaosu i zwartej Starówki. I może dlatego warto poświęcić Albie choć 2-3 godziny czasu na spacer jej najpiękniejszą aleja - imienia Michała Walecznego.




To miasto niezwykle ważne w historii kraju. To tu w 1918 roku podpisano unię Siedmiogrodu z resztą kraju, to tu pochowany został pogromca Turków, książę Jan Hunyady. Są też i polskie akcenty, w tym samym kościele, co Hunyady, spoczywa nasza Jagiellonka, żona węgierskiego króla. I tą kosmopolityczność widać dziś w architekturze tego 60- tysięcznego miasta.




Dlaczego warto tu zajechać na dwugodzinny spacer z przerwą na kawę przy alei Michała Walecznego? Nie tylko dla pięknie odnowionych zabytków - począwszy od czasów Imperium Rzymskiego, Siedmiogrodu po zjednoczoną przez Michała Walecznego Rumunię i czasy - ale także dlatego, że "betonozowe" szaleństwo i systematyzacja dyktatora Nicolae Ceauşescu dotarło tu w niewielkim stopniu.




Alba Iulia to największe "miasto - cytadela" w tej części Europy. Potężną twierdzę o nazwie Alba Carolina w latach 1714 -33 polecił wybudować tu cesarz Austrii, Karol VI, umacniając swoją władzę w Siedmiogrodzie. Oczywiście, okazała twierdza nazwana została na jego część. Dziś to dzieło XVIII - wiecznej architektury fortyfikacyjnej, w dodatku pięknie odrestaurowane. Przejdziemy do niej mostem nad dawnymi fosami, będziemy podziwiać imponujące mury oraz kilka okazałych bram. Więcej o Albie przeczytacie moim osobnym poście. TUTAJ



Kluż Napoka. "Rumuński Kraków".

 

Będąc na objazdówce po Rumunii, nie możecie pominąć największego miasta w diabelsko pięknej Transylwanii. Kluż Napoka, bo o nim mowa, trochę klimatem przypomina nas Kraków, z racji wielu uczelni i bohemy, trochę też Hollywood, z powodu założenia pierwszego w kraju studia filmowego i festiwali filmowych. Jeszcze inni mówią o nim "rumuński Rzym”.




Jego historia sięga 124 r. n.e., gdy za panowania Marka Aureliusza prawa miejskie uzyskała znajdująca się tutaj rzymska osada Napoca. Dziś o rzymskich korzeniach miasta przypomina pomnik wilczycy karmiącej dwoje bliźniąt – wiernej kopii wilczycy kapitolińskiej. Wyczytałem też, że badania genetyczne wśród współczesnych mieszkańców Kluż wykazały, że ponad połowa z nich ma domieszkę krwi znad Tybru! To największe w Transylwanii miasto (ok. 400 tys. mieszkańców) zachwyca architektoniczną mieszanką: od średniowiecza po barok i współczesność.




Kluż Napoka to świetne miejsce na bazę wypadową do zwiedzania Transylwanii śladem Drakuli, jej klimatycznych zamków i pałaców (Huneodara, Bran, Peles, Poenari) i miasteczek (Sigishoara, Braszów czy Sybin) czy choćby kopalni soli w Turdzie. Ma charakterystyczne dla Rumunii zabytki, ale i też stanowi doskonałe miejsce do rozrywki. Kluby i bary tętnią życiem tutaj do późnych godzin nocnych.



Na Kluż Napokę poświęciliśmy pół dnia. W zupełności starczyło, aby zobaczyć najważniejsze miejsca. Urodził się tutaj król Węgier Maciej Korwin, więc zobaczymy jego rodzinny dom i okazały pomnik na głównym placu miasta (Piaţa Unirii) przed Katedrą Świętego Michała - imponującym gotyckim kościołem z wieżą o wysokości 76 metrów i drugą największą świątynią Transylwanii.



W świątyni 50 razy obradował sejm siedmiogrodzki, a wybierano tu takich książąt jak Zygmunt Batory, Zygmunt Rakoczy, Gabriel Batory czy Gabriel Bethlen. Co ciekawie dumnie siedzącemu na koniu Korwinowi asystują m.in. Stefan Batory i Tadeusz Kościuszko. Reprezentacyjny plac Piaţa Unirii otaczają stylowe kamienice i dawne pałace z XV w.- XIX wieku. Jako, że Kluż Napoka to miasto rumuńsko - węgierskie, Węgrzy postawili wielki pomnik Macieja Korwina pod katedrą, a Rumuni - skromną Wilczycę Kapitolińską przy bulwarze Eroilor. Więcej o Kluż przeczytacie w moim osobnym poście - TUTAJ





Ps. Ponoć w Kluż wypijecie najlepsze mohito w Rumunii, do wyboru są trzy smaki: klasyczne, jabłkowe i truskawkowe. Jest też klub - Janis urządzony w pirackim stylu oraz fajna steampunkowa miejscówka - Joben Bistro. Na nocleg polecam Wam czterogwiazdkowy hotel Sunny Hill, ale doba w nim (ze śniadaniem) to wydatek rzędu 300-400 zł, w zależności od pory roku. Z tańszych polecam hostel Transylvania czy Retro.




Sibiu. To miasto patrzy na Ciebie


Sibiu to najbardziej "niemieckie" miasto w Rumunii. Nawet jego klub występujący w rumuńskiej Superlidze występuje pod nazwą starej, niemieckiej nazwy tej osady, czyli Hermannstadt. Założyli ją w XII wieku Sasi, którzy osiedlili się na terenach Siedmiogrodu w średniowieczu. Sporo mieszkało tutaj też Węgrów, stąd dziś Sibiu to dziś taki kulturowo - architektoniczny tygiel, zachwycający przepięknymi budowlami, skupionych na dwóch rynkach.




Wielu turystów uważa to położone w Górach Fogaraskich, nad rzeką Cibin miasto za najpiękniejsze w środkowej Rumunii. Nie bez powodu Sibiu otrzymało tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, ze względu na liczne muzea i zbiory. Co mnie urzekło w Sibiu podczas kilkugodzinnego spaceru? To tu widziałem jedną z najpiękniejszych świątyni prawosławnych w Rumunii (obok tej w Curtea de Argeș).





Sobór Trójcy Świętej z 1906 roku zachwyca freskami, malowidłami czy mozaikami autorstwa wybitnych, ówczesnych artystów. Sercem miasta Sybin jest Piața Mare (Duży Rynek). Charakterystyczne okienka w dachach tutejszych kamienic przypominają oczy. Oczy miasta – jak niektórzy trafnie określają. Jest tu mnóstwo restauracji i kawiarni, więc bez problemu zjecie tradycyjną rumuńską potrawę (np. mamałygę czy rumuńskie flaki czyli Ciorba de burta) a także deser (np. pyszne papanasi, czyli pączki na ciepło z konfiturami i śmietaną).




Największą atrakcją turystyczną Sybinu jest Most Kłamców (Łgarzy). Po pierwsze to pierwszy żeliwny most wzniesiony w całej Rumunii, ale to nie z tego względu nowoczesnej inżynierii jak na XIX wiek zyskał popularność. Turyści fotografują się tu, bo most rozsławiły legendy. Ta najsłynniejsza mówi, że most runie pod nami, jeśli skłamiemy. Spróbowałem i jakoś nie wyszło :). Więcej o Sybinie przeczytacie w moim osobnym poście - TUTAJ


Braszów to nie Hollywood, ale...


Braszów (Brasov) zwany też "'rumuńskim Krakowem" to miasto równie godne miasto, jak Sibiu. Choć wiele przepięknych kamienic jest nieodrestaurowana i straszy zniszczonymi elewacjami.



Braszów (Brasov) jest malowniczo położony u podnóża Karpat. Na jednym ze wzgórz – Tampa - dojrzymy ogromne litery BRASOV, co może kojarzyć się nam z Hollywoodem. I na tym podobieństwo obu miast jednak się kończy.



Bo to stare, średniowieczne miasto założone w XIII przez dobrze nam znanych Krzyżaków. Król Andrzej II wygnał ich z Siedmiogrodu, w porę zorientowawszy się, że za dużo się panoszą i chcą się uwolnić spod kurateli Węgier. W każdym razie, to ten zakon scalił kilka miejscowości, tworząc podwaliny pod jedno z największych dziś miast Rumunii.



W średniowieczu miasto było znakomicie ufortyfikowaną cytadelą. Potem stał się jednym z najważniejszych centrów kultury oraz handlu w tej części kraju. To tu w 1838 roku zaczęto wydawać pierwsze w Rumunii czasopismo – Gazeta de Transilvania.



Spacer po Braszowie zaczęliśmy od Rynku (Piața Sfatului) z XIII-wiecznym Ratuszem, odbudowanym po pożarze, kolorowymi kamieniczkami oraz sukiennicami, przypominającymi trochę te krakowskie. Ratusz niegdyś był siedzibą cechu kuśnierzy. Obecnie znajduje się tu muzeum historii miasta i regionu.



Na placu odbywa się mnóstwo wydarzeń kulturalnych, roi się od artystów. Aż prosi się usiąść się w jednej z tutejszych kawiarenek, posączyć "czarną małą" i poobserwować klimatyczne kamieniczki, przemykających tu i tam turystów, posłuchać rumuńskich muzyków obejrzeć prace ulicznych malarzy i rzeźbiarzy.



Symbolem miasta jest Czarny Kościół  - największy gotycki kościół w tej części Europy, który ma 89 m długości i 24 m szerokości (wstęp 9 lejów, studencki bilet wynosi 6 lejów, dzieci i młodzież – 3 lejów). Skąd nazwa? Ano, od wielkiego pożaru miasta w 1689 roku, w czasie którego mury świątyni pokryła warstwa sadzy. W środku zobaczycie gotyckie i barokowe cuda, począwszy od ołtarza, poliptyku, unikatowe obrazy po ambonę organy, składające się z 4 tysięcy piszczałek. Więcej o Braszowie przeczytacie w moim osobnym poście - TUTAJ  

Pałac Peleș i monastyr w Sinaia. Perły Karpat.

Takim miejscem jest SINAIA. Po pierwsze, jest tam bajkowy pałac Peleș, malowniczo położony w tej części Karpat - u podnóży gór Bucegi. To dawna letnia rezydencja królów Rumunii, obecnie jedno z najciekawszych muzeów w tym kraju. Po drugie - klasztor Sinaia, po trzecie - pałacyk Pelișor. Wystarczający dużo powodów, aby zatrzymać się tutaj na cztery godziny podczas naszej transylwańskiej przygody.




Sinaia to nie tylko piękne zabytki i kawałek historii Rumunii, to również zielona oaza tego kraju. Warto ucie tu od zgiełku stolicy, odpoczywając w parku i delektując się kawą w jednej z niewielu kawiarenek. W drodze do pałacu możemy kupić przepiękne pamiątki - rumuńskie rękodzieło, haftowane koszule, obrusy czy ręcznie wykonane drewniane sztućce. Do tego Pálinka - mocna, owocowa wódka i dżem ze śliwek. Rumuńskie babki kuszą też pysznymi malinami i borówkami. Nie bez powodu - są smaczniejsze niż nasze!




Walory tego zielonego zakątka docenił sam król Rumunii, budując tu w latach 70. i 80. XIX w. swoją letnią rezydencję. Neorenesansowy pałac powstał na wzór szwabskich rezydencji. Mi dość mocno przypomina nasz zamek Moszna. Karol I upiększał go do ostatnich dni życia, czyli do września 1914.




Trzecim wartym odwiedzin miejscem w Sinai jest prawosławny klasztor ufundowany w latach 1690-95 przez księcia Michała Cantacuzino i nazwany na cześć Klasztoru Świętej Katarzyny na górze Synaj, w Egipcie. Więcej o palacu i monastyrze w Sinaia przeczytacie w moim osobnym poście TUTAJ






Zwiedzać solo czy z biurem?


My do Rumunii wybraliśmy się autokarem z biurem Exodus Zielona Góra, które oferuje 6-dniową objazdówkę po Rumunii w cenie ok. 2,5 tys. zł (plus 100 euro na bilety wstępy, audioprzewodniki itd.) od osoby. W tej cenie jest transport, 5 noclegów w hotelach czterogwiazdkowych, śniadania i obiadokolacje, ubezpieczenie, pilot, przewodnik po Bukareszcie, objazd po ponad 20 miejscach w kraju (od słynnej, przepięknej Drogi Transfogaraskiej po Bukareszt, Sibiu, Braszów, Alba Iulia, Kluż- Napoka, twierdze chłopskie w Rupea, Harman i Prejmer, zamki w Bran, Huneodara i Peles, cerkwie w Curtea de Arges i Sinaia oraz kolacja w zabytkowym karawanseraju).



Ciekawą objazdówkę ma też biuro Itaka, ale bez drogi Transfogaraskiej, z tym, że tu jest w ofercie słynny, wesoły cmentarz w Sapanta i więcej czasu na zwiedzanie Bukaresztu - jednej z najrzadziej odwiedzanych przez turystów europejskich stolic. Wycieczkę można kupić taniej, polując na last minute. Jeśli jednak chcielibyście wybrać się na dłużej, polecam tanie linie lotnicze. Z Polski bezpośrednio udamy się lotami do Bukaresztu oraz Kluż Napoki tylko z Warszawy a stamtąd pociągiem dojedziemy do innych ciekawych ośrodków, np. Sybina czy Braszowa. Loty bezpośrednie oferują LOT i Wizz Air. To koszt biletu od ok. 500 zł (w obie strony).



Co kupić i smacznie zjeść?


Na okolicznych kramach i w sklepikach dostaniecie souvenirowego Drakulę w każdej postaci, począwszy od breloczków, magnesów po maski, kubki, zegary i kalendarze z jego wizerunkiem. Są też figurki niedźwiadków, piękne, ręcznie malowane ikony, chusty, rękodzieło.....




Z zup hitem jest zupa fasolowa podawana w chlebie, czyli ciorbă de fasole cu afumătură. Z dodatkiem śmietany, jajkiem lub ostrej papryczki. Amatorom gołąbków polecam saramale - miniaturowe gołąbki zawijane w liście kapusty lub winogron.



Niektórzy z Was słyszeli też o mamałydze – gotowanej w wodzie lub mleku mące kukurydzianej, którą je się np. z gołąbkami, paprykarzem czy twarogiem. Rumuńska kuchnia słynie też z kiełbasek mici, czyli mieszanki jagnięciny, wieprzowiny i wołowiny a także naleśników z bryndza lub kapustą, czyli plăcintă.



Gdzie spać?


Oczywiście, do tego doliczcie nocleg. Polecam Wam wspaniały, czterogwiazdkowy hotel ORIZONT w Predeal – takim rumuńskim Zakopanem. Tygodniowy pobyt we dwoje ze śniadaniem i pięknym apartamentem to koszt ok. 3,2 tys. zł (w czerwcu – wg strony booking.com). Widok z pokoju na Karpaty wręcz obłędne! Szczególnie rano, oglądając wschodzące słońce z kawką w ręku.





Komentarze


Spodobało się? Zapisz się na moją listę mailingową:

bottom of page