top of page

Drewniany koń. Niezwykła ucieczka ze Stalagu Luft III Żagań

Zdjęcie autora: Piotr Piotrowski
Piotr Piotrowski
15 godzin temu
5 minut(y) czytania

 

Pragnienie wolność rodzi niespotykane pomysły. Na taki wpadli jeńcy hitlerowskiego obozu Stalag Luft III w Żaganiu, maskując budowany podkop skrzynią gimnastyczną zwaną drewnianym koniem. 29 października 1943 roku uciekli z obozu. Była to jedyna, w stu procentach udana ucieczka z obozów jenieckich w czasie II wojny światowej.


 

Może też dlatego, że na wolność planowało wydostać się tylko trzech jeńców. Brytyjscy pilocie RAF-u Eric Williams i Oliver Philpot oraz Richard Codner z Królewskiej Artylerii w ciągu czterech miesięcy wykonali podkop o długości ok. 40 metrów na głębokości niecałych 2 metrów.  29 października przeczołgali się nim pod osłoną nocy uciekli w stronę stacji kolejowej w Żaganiu. Z przesiadką we Frankfurcie nad Odrą Williams i Codner dojechali do Szczecina a Philpot - do Gdańska. Całej trójce udało się przedostać (w ładowniach statków towarowych) do Szwecji i odzyskać wolność. Williams napisał o tym książkę, którą w 1950 roku zekranizował Jack Lee w filmie „The Wooden Horse”. Szkoda, że ciągle nie doczekała się ona polskiego lektora ani premiery w polskiej telewizji.




"Koń trojański" po żagańsku


Żagań, niegdyś piastowski gród, na którym II wojna światowa odcisnęła wyjątkowe piętno. To tutaj, na obrzeżach miasta powstał z początkiem 1942 roku Stalag Luft III - obóz dla alianckich jeńców, głównie Brytyjczyków, Amerykanów i Polaków. Nie każdego chciało się czekać do końca wojna. Zresztą, nie wiedzieli też, jak wygląda rzeczywista sytuacja na froncie. Miesiące mijały a ci najśmielsi spróbowali zwiać z obozu. Zanim doszło do Wielkiej Ucieczki, w której na wolność wydostało 76 jeńców (50 rozstrzelano na rozkaz Hitlera, tylko 3 udało się uniknąć złapania przez Niemców), doszło do akcji , którą dziś nazywa się "Drewnianym koniem".



MacGyver by się nie powstydził!

 Trójka śmiałków wpadła na pomysł, aby podkopy maskować ćwiczeniami na skrzyni gimnastycznej, zwanej drewnianym koniem. To był swoisty koń trojański, tyle, że w wersji żagańskiej. Tak jak Grekom udało się podstępem wejść do Troi, tak jeńcom - wydostać z obozu.




Gdy Eric, OIivier i Richard (na zdjęciu powyżej) uzyskali zgodę od Niemców na ćwiczenia na skrzyni gimnastycznej, przystąpili do jej budowy. Szkielet wykonali z deski z prycz i drewnianych belek które pozostały z budowy umywalni. Boki skrzyni powstały ze sklejki po skrzyniach z paczek dostarczanych przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż. Wewnątrz konia było na tyle miejsca, aby  ukryć człowieka, narzędzia i wykopywany piasek. W środku panowie zamontowali 12 haczyków do zawieszania worków z piaskiem.


 


Lotnicy codziennie taszczyli konia na boisko, jak najbliżej ogrodzenia. Z początku przewracali ją, aby hitlerowscy strażnicy mieli pewność, że nic nie kombinują. Skakali, paradowali, często wzbudzając zainteresowanie nie tylko kolegów ale i wartowników. Czasami któryś się przewrócił, upadł wywołując salwy śmiechu. Nikt nie przeczuwał, że pod skrzynią ciężko pracuje jeniec, drążąc tunel miską lub prętami. Największym problemem było pozbycie się piasku, którego kolor różnił się od tego na powierzchni.





W cztery dni wykopano i obudowano deskami szyb, do którego klapa znajdowała się około 30 cm pod powierzchnią ziemi. Wierzchnią warstwę szarego piasku codziennie zbierano do pudełka, a po zakończeniu pracy maskowano nią wejście, rozsypując na deskach zamykających szyb od góry. Sam tunel oszalowano na długości około 2 m, aby zapobiec jego zawalaniu się pod ciężarem skaczących.



Dalszy podkop był już bez zabezpieczeń, grożąc osunięciem się ziemi. Raz Erica zasypała, ale udało mu się wydostać samodzielnie z tunelu. Wycieńczony, na kilka dni trafił do obozowego szpitala. Praca w coraz dłuższym tunelu bez wentylacji była niebezpieczna i męcząca. Jeńcy pracowali w nim nago i maksymalnie dwie godziny. Po incydencie z Williamsem postanowiono zmienić system pracy i włączyć do przygotowań trzeciego jeńca - kpt. Olivera Philipota, który z początku nadzorował skaczących przez skrzynię jeńców.




Od tego momentu w tunelu harowało dwóch jeńców. Pierwszy kopał i sypał piasek do miski, by drugi transportował ją za pomocą sznurka do szybu i pakował w worki. Piasek różnił się kolorem od tego, jaki zalegał na powierzchni, więc koledzy uciekinierów rozsypywali go pod podłogami barakami, do latryny a nawet pd dach baraków. Z jednej strony trójka zuchwalców kopała tunel, z drugiej - szykowała dokumenty potrzebne do podróży i cywilne stroje , przerabiając na nie części mundurów.




Kopanie zakończył Codner 29 października. Po dokończeniu wykopu, czekał na kolegów w tunelu. Podczas południowego apelu udało się ukryć jego nieobecność. Po południu skrzynia z dwójką uciekinierów: Williamsem, Philipotem oraz najmniejszym jeńcem w obozie – Norwegiem Landczykiem McKeyem została przetransportowana w miejsce przy ogrodzeniu. Zadaniem McKeya było zamaskowanie klapy do tunelu po wejściu do niego uciekinierów. Udało się. Cała trójka wydostała się tunelem na wolność. Wydano za nimi list gończy, hitlerowcy zaczęli obławę. Nie udało im się schwytać sprytniejszych od nich jeńców. Ci cało dotarli do Wielkiej Brytanii.



List gończy opublikowany w biuletynie policji kryminalnej (KRIPO) z 30 października 1943 roku.



Codner i Williams, jako robotnicy francuscy, podróżowali razem do Szczecina (Stettin) przez Francję. Philipot, jako robotnik norweski – Jon Jörgensen, - m.in. przez Gorzów Wlkp. (Landsberg), Piłę (Schneidemühl) i Tczew (Dirschau) do Gdańska (Danzig).

W Szczecinie 31 października rozpoczęli poszukiwania statku pod neutralną banderą.

Z pomocą francuskich robotników udało im się nawiązać kontakt z Duńczykami, regularnie pływającymi ze Szczecina do Kopenhagi oraz członkiem duńskiego ruchu oporu – marynarzem pomagającym uciekinierom. Dostali się na statek i od razu przyjęli. U wybrzeży Danii przesiedli się na łódź rybacką i dotarli do brzegu. Przez kilka dni ukrywali się, przebywając w różnych miejscach, a następnie przedostali się do Sztokholmu i zgłosili się do przedstawicielstwa brytyjskiego.Philipott podróżował sam od Kostrzyna. Tam wsiadł do ekspresu z Berlina do Królewca (Königsberg, Kaliningrad), którym podróżował do Tczewa a następnie do o Gdańska (Danzig).



Ta niesamowita historia doczekała się książek i filmu. W 1949 roku autobiografię stworzył Eric Williams a rok później na jej bazie powstał film w reżyserii Jacka Lee. Sceny kręcono na terenie RFN-u.



Bardzo rzetelny, dokładny przebieg ucieczki przedstawia historyk Robert Laplander , bazując na odtajnionych dokumentach i relacjach świadków. Książka, wzbogacona licznymi fascynującymi ilustracjami (w tym zdjęciami pełnowymiarowej repliki wykorzystanego w ucieczce konia gimnastycznego, zbudowanej przez autora w celu lepszego zrozumienia logistyki całego przedsięwzięcia), stanowi kompetentne i wyczerpujące opracowanie tej ucieczki, osadzone w szerszym kontekście historycznym i ukazujące dzieje obozu od jego powstania aż po likwidację.


 

W październiku 2023 roku ,w 80 lecie ucieczki Muzeum obozów Jenieckich wspólnie z grupą Retro Lubuskie przygotowało jej rekonstrukcję.  Czterdziestu ochotników z Królewskich Sił Powietrznych RAF przybyło do Żagania aby upamiętnić 80. rocznicę ucieczki znanej jako "Drewniany koń" (ang. The Wooden Horse). Żołnierze spróbują wcielić się w role uciekinierów kopiąc tunel, szyjąc cywilne ubrania i fałszując dokumenty.

Miłośnicy retro pod wodzą Agnieszki i Piotra Duchno, z Moniką i Esterą Parker i Lidią Wolańską zadbali o stroje z lat 40. XX w. Z kolei pracownik muzeum, Mirosław Walczak wcielił się w Niemca, kontrolującego przybyłych na dworzec Jeńców. Przez las przeprowadził ich Marek Łazarz, dyrektor Muzeum Obozów Jenieckich, który wcielił się w przymusowego robotnika.


 

 Do miejsca, w którym jeńcy uciekli z obozu, dojdziemy z Muzeum Obozów Jenieckich w pół godziny czołgówką a następnie - na rozwidleniu z ul. Tartakową - ścieżką w bok, o czym informuje tabliczka z napisem "The Wooden Horse". O tablice informacyjne i czystość na terenach poobozowych dba najlepszy z możliwych gospodarzy , dyrektor MOJ oraz Stowarzyszenie Przyjaciół Muzeum Obozów Jenieckich.


 





Komentarze


Spodobało się? Zapisz się na moją listę mailingową:

bottom of page