Oman. Co zwiedzić? Karaiby Orientu i Kraina Tysiąca Fortów
- Piotr Piotrowski

- 5 dni temu
- 12 minut(y) czytania
Oman to turystyczny hit ostatnich miesięcy. Ta "Kraina tysiąca fortów" (na północy kraju) i "Karaiby Orientu" (na południu) stała się mocną konkurencją dla zatłoczonego Egiptu, szczególnie w zimie, kiedy temperatury utrzymują się tutaj na poziomie dwudziestu paru stopni. To też najbezpieczniejszy kraj na Półwyspie Arabskim, "jakby bardziej luksusowa" alternatywa dla egipskich kurortów, szczególnie Hurghady. Nie bez powodu w sezonie zimowym 2025 Oman wskoczył do pierwszej dziesiątki najchętniej wybieranych kierunków egzotycznych.

To już od turystów zależy, jaki Oman chcą oglądać? Czy zwiedzać zabytkowy Maskat z jednym z największych meczetów świata, pustynne forty i oazy z turkusowymi jeziorkami, czy może odpoczywać na południu kraju, czyli "Karaibach Orientu" i kurorcie Salalah, w którym w luksusowych hotelach z all inclusive odpoczniemy na szerokich plażach z białym piaskiem, w cieniu palm i rajskich widoków na Morze Arabskie.

Praktyczne wskazówki:
Zadacie pytanie, czy lepiej zorganizować sobie wyjazd samemu, czy z biurem podróży? Czy wybrać objazdówkę czy typowy odpoczynek w hotelu z piękną plażą, all inclusive i wygodnymi pokojami? Jeśli chcecie zwiedzać, to najlepiej w okresie od listopada do marca, kiedy temperatury pozwalają na kąpiel w morzu czy jeziorkach w oazach. W lecie nie ma co tam jechać, chyba, że ktoś "lubi" 50-55 stopni. Kto lubi takie mocniejsze ciepełko, dobry będzie kwiecień, Majówka a także październik.

Samemu czy z biurem?
Organizacja podróży do Omanu we własnym zakresie akurat nie musi być tańszą od zorganizowanego wyjazdu, z biurem podróży. Sama cena biletu lotniczego w obie strony to ok. 2 tys. zł (z przesiadką w Dosze). Wynajęcie auta 4x4 to kolejne 400-500 zł za dobę. A bez niego raczej nie macie szans zobaczyć największych atrakcji północnego Omanu, szczególnie pustynnych oaz i fortów.

Zwłaszcza, jeśli możemy dostosować urlop do najlepszej pory na pobyt w tym fascynującym kraju. Liczyłem koszty organizacji objazdówki zarówno "solo" jak i z biurem podróży. I biorąc pod uwagę fajne "lasty", opłaca się z biurem.

I tak, styczniowa objazdówka "Oman – magia pustyni" w zielonogórskim biurze Exodus to ok. 7 tys. zł plus 300 dolarów (lokalni przewodnicy, zestawy słuchawkowe itd.) i gwarancja znakomitej i bezpiecznej przygody, pod opieką pilota, w komfortowych autobusach, z pełnym wyżywieniem, ubezpieczeniem, przelotem (Praga – Dubaj i z powrotem) i noclegami w bardzo dobrych, czterogwiazdkowych hotelach (TUTAJ znajdziecie link do oferty ) W tej cenie jest opisany niżej program.

Oman ściga Egipt
Jeśli jednak chcemy się trochę pobyczyć w formule "all inclusive" nad Morzem Arabskim , w pięknej, rajskiej scenerii i dobrym hotelu z wygodnymi pokojami, to polecam Wam kurort Salalah. O tym miejscu mówi się "Karaiby Orientu". Nie ma tutaj jeszcze takich tłumów, jak w Egipcie a plażować można również w zimie.

W ostatnich latach właśnie za sprawą Salalah, Oman staje się konkurentem Egiptu, choć przyznam, że wybór hoteli nie jest tak szeroki jak w Kraju Faraonów a i ceny nieco wyższe. W pierwszym półroczu ubiegłego roku odwiedziło go ponad 33 tys. Polaków, co stanowi wzrost względem poprzedniego roku aż o 40 procent.

Oman. Od zaścianka po nowoczesność
Kraj w ostatnim półwieczu przeszedł głębokie reformy i modernizację. Począwszy od budowy dróg, szkolnictwa, służbę zdrowia po opiekę socjalną. Znacznie wzrosła płaca minimalna, Zmarły pięć lat temu sułtan Kabus ibn Sa'id można powiedzieć, był takim omańskim Kazimierzem Wielkim, bo zastał Oman " drewniany a zostawił murowanym". A nawet więcej, bo jego potężne inwestycje jak meczet czy opera w Maskacie (stolicy kraju) to połączenie tradycji z nowoczesnością, opływające bogactwem budowle na miarę tych w Arabii Saudyjskiej czy Emiratach Arabskich.

Sułtan nie zostawił potomka, z żoną rozwiódł się po trzech latach. I choć omańskie prawo pozwala mieć każdemu Omańczykowi cztery żony, Kabus nie zdecydował się nawet na jedną. Zmarł w 2020 roku, a jego politykę i rozwój gospodarczy kraju kontynuuje jego kuzyn, Hajsam ibn Tarik Al Sa’id. A, że złoża ropy naftowej się kończą, państwo stawia na turystykę, przemysł i inwestycji w nowe technologie. O obyczajach i kulturze nie będą dużo się rozpisywał. O tym przeczytacie w doskonałych książkach pt. "Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu" Agaty Romaniuk czy "Oman. W deszczu na pustyni" Marty Knasieckiej. Kraj jest takim miksem nowoczesności i tradycji , z jednej strony kobiety mają tu więcej praw niż w innych arabskich krajach a antykoncepcja dla niezamężnych kobiet jest tylko oficjalnie zakazana, z drugiej strony jest ona dostępna w aptekach i nikt nikomu nie wchodzi do alkowy sprawdzać, czy jest po bożemu, czy nie.

W Omanie kobiety cieszą się szacunkiem i poważaniem. Pracują zawodowo, prowadzą własne biznesy, biorą udział w życiu politycznym kraju, studiują na uczelniach, a równocześnie mają swój własny, babski świat, do którego ani mężczyźni, ani ludzie z zewnątrz nie mają dostępu. Można mieć cztery, ale z reguły facetów stać na dwie.


Zgodnie z wolą sułtana , budowle w Maskacie miały być białe. Trudno tu szukać takich wieżowców jak w Dubaju czy Abu Dhabi. Ta najnowsza część stolicy Omanu miała łączyć tradycje z funkcjonalnością i nowoczesnością. Ponizej - jacht sułtana.

All inclusive po omańsku
Znakomity standard oferuje pięciogwiazdkowy resort Fanar & Residences, (ocena 5.7) w którym tydzień pobytu w marcu, w opcji all inclusive kosztuje ok. 6 tys. zł od osoby. W podobnej cenie spędzicie tydzień w pięciogwiazdkowym Salanah Rotana. Oba zachwycają różnorodną kuchnią, zarówno arabską jak i śródziemnomorską , szerokimi plażami z białym piaskiem i wysoką jakością usług.

Kto jednak ma skromniejszy budżet, może wybrać czterogwiazdkowy hotel Mussanah Resort, należący do doskonałej sieci Barceló , około 20 km od miasta Al Mussanah. Tu cena z opcją all inclusive zaczyna się w last minute od 4 tys. zł (wszystkie opcje z biurem Itaka). Z tych tańszych, trzygwiazdkowych dużą popularnością cieszy się hotel Dar Al Noori (4 tys. zł /os. z Rainbow Tours w lutym, trzy posiłki, przelot, transfer, ubezpieczenie, kwaterunek, ocena 5.4). Hotele w opcji tylko ze śniadaniem

Co z tą wizą?
Polacy podróżujący do Omanu na krócej niż dwa tygodnie, nie potrzebuja wizy. Pobyt do 30 dni wymaga wizy turystycznej (przez aplikację Royal Oman Police, koszt ok. 200 zł).

Exodus w Omanie
Tym "wygodnym" polecam wycieczkę "Oman – magia pustyni" z biurem Exodus. Za ok. 7 tys. zł macie ponad tydzień pełen największych atrakcji na północy tego kraju, począwszy od najokazalszych fortów , rajdzie przez pustynne bezdroża, noc pod namiotami, kąpiel w turkusowych jeziorkach w oazach, "Miasto Duchów" po city break po obecnej i dawnej stolicy Omanu (Maskat oraz Sohar).

Tak jak wspomniałem, w cenie jest lot w obie strony, autokar na miejscu, wyżywienie w czterogwiazdkowych hotelach, opieka pilota, przewodnicy oraz ubezpieczenie. No i co najważniejsza – niezwykle miłe towarzystwo, jakie zawsze nam towarzyszy podczas wycieczek z Exodesem, czy to jesteśmy na dalekich wyprawach , czy jednodniówkach.
Dzień pierwszy. Fort Bahla i Zamek Jabreen
Zwiedzanie Omanu zaczęliśmy od jednej z największych atrakcji tego kraju - pamiętającego jeszcze czasy przedislamskie FORTU BAHLA. To potężna twierdza mozolnie budowana przez wiele lat z cegły błotnej i słomy, której mury ciągną się na długość 12 km.
Forteca powstała za czasów panowania rodu Banu Nabhan (XII w.) i jest jedną z czterech twierdz u podnóża masywu Jebel Akhdar (Gór Zielonych).


Wszystkie one powstały, aby bronić szlaku handlowego - przede wszystkim kadzideł, z którego wtedy oman słynął. Twierdza Bahla nie tylko wyróżnia się na tle pozostałych fortów ale i też jako jedyna z nich wpisana jest na listę UNESCO. To nie tylko potężne mury i liczne wieże, ale także sześć studni, dwa meczety oraz prawdziwy labirynt korytarzy i komnat.


W późniejszych wiekach Bahla była ważnym ośrodkiem Ibadytyzmu - najbardziej tolerancyjnego odłamu islamu, odrzucającego wszelką przemoc i uznającego wolność wyznania. Oparty na tolerancji i dążeniu do pokoju. Warto dodać, że ibadyci stanowią w Omanie blisko połowę ludności. Nasyceni zamkowymi widokami udaliśmy się do oazy palmowej. Przycupnęliśmy pod palmą, aby chwilę odetchnąć, delektując się pyszną kawą z kardamonem. Tak się tutaj w Omanie pije kawę.


Kardamon świetnie aromatyzuje kawę, ma nie tylko korzenno - słodki smak, ale i mnóstwo dobroczynnych dla zdrowia składników. I tak jak pokochałem świeżo wyciskany na ulicach sok z granatów w Turcji czy wysmażone souvlaki z mezedes w Grecji, tak od powrotu z Omanu dodaje do kawy kardamonu. A na pewno częściej, niż cynamonu, który musiał ustąpić tej narodowej przyprawie Omanu.



Na koniec pierwszego dnia pojechaliśmy do oddalonego ok. 10 km od fortu XVII-wiecznego zamku Jabreen. Wybudował go w XVII w. władca Omanu - Bel'arab bin Sultan Al Yarubi, który zasłynął z wyparcia ze swojego państwa Portugalczyków, czyniąc go potęgą morską i ważnym ośrodkiem handlu w tej części świata. W zamku Jabreen, który był ośrodkiem kultury i nauki jest dużo więcej do oglądania, niż w surowym forcie Bahla: malowidła naścienne, misternie zdobione drewniane sufity, ażurowe okna, a nawet magazyn na daktyle z systemem odprowadzania z nich soku. Zwieńczeniem tego dnia był pyszny obiad (jagnięcina z Majboos, czyli romantycznym ryżem z mięsem, warzywami i bogatą mieszanką przypraw) oraz przejazd pustynią Wahiba Sands skąpaną w zachodzie słońca.


Widok z zamku na miasto Bahla.


Dzień drugi. Fort Nizwa i wioska Al Hamra
Drugim sztandarowym fortem spośród ponoć ( sic!) tysiąca takich budowli w Omanie jest fort Nizwa. Siedemnastowieczny zamek i palmowa oaza na tle pustynnego krajobrazu tworzą prawdziwą wizytówkę tego fascynującego kraju.




Twierdza wyróżnia się cylindryczną wieżą warowną, o średnicy 36 metrów i 30 metrach wysokości.



Wnętrze fortu skrywa pamiątki sprzed wielu, jeszcze z czasów przedmuzułmańskich.


Jeden z najlepszych suków (targów) w Omanie - w mieście Nizwa.


Wisienką na torcie tego dnia była wizyta w jednej z najstarszych osad Omanu - Al Hamra, malowniczo położonej u podnóża najwyższego szczytu w górach Al-Hajar - Jabal Szams.


Spacer po pustych ulicach z domami mającymi po 400 lat, zbudowanymi z gliny i dachami z liści palmowych zrobił ogromne wrażenie. Ulice są na tyle szerokie, aby mogły się na nich wyminąć dwa wielbłądy.


Niestety, część zabudowań jest opustoszała i niszczeje, więc często widok przypominał mi ubogie przedmieścia Kairu w Egipcie czy wioski w głębi Tunezji. O tym, jak żyło się w dawnym Omanie lokalni mieszkańcy pokazali nam w muzeum Bait al-Safah. Począwszy od wyboru chleba po produkcję oliwy czy kawy.



W drodze do hotelu mogliśmy podziwiać Wielki Kanion Omanu (Wadi Ghul). W Omanie jest pełno "wadi". To po arabsku znaczy “dolina”, “koryto rzeki”. Co jakiś czas na pustyni można natrafić na takie suche koryta dolinne , które w porze deszczowej zapełniają się wodą.

Dzień trzeci. Miasto duchów, oaza i Zielone Góry
Gdy w Polsce szalały tęgie mrozy, my rozkoszowaliśmy się styczniowym ciepełkiem w Omanie. Temperatura? Idealna na pustynne wojaże! Maksymalnie 24 stopni, co pozwalało na wycieczkę do oazy i plantacji palm daktylowych w Birkat Al - Mauz - kolejnej miejscowości na naszej trasie w północnym Omanie. Poznaliśmy tutaj system ich nawodnienia (zw. Falaj), dzięki któremu woda docierała do najmniej przyjaznych dla człowieka terenów pustynnych.


Z oazy pojechaliśmy w Zielone Góry (Jebel Akhdar). Trekking na wysokości około 2000 m n.p.m. pozwolił nam na podziwianie pięknych widoków tarasowych upraw granatów, róż damasceńskich i moreli.



Wisienką na torcie była wizyta w "Mieście Duchów". To kompleks wiosek opuszczonych wiosek (Harat al Siybani, Harat al Wadi, Harat al Makasir) w dolinie Wadi Bani Habib, otoczonych plantacjami bananowców i daktylowców. Domy zbudowano tu z błota i kamienia. Wokół zabudowań biegną ścieżki wzdłuż kanałów falaj, które nawadniają tarasy z uprawami. Mijaliśmy tak te zabudowania , nie napotykając ani jednej żywej duszy. No może gdzieś tam wokół nas krążył dżin :).



Takich wiosek w Omanie jest dużo więcej. To świetne miejsca dla miłośników urbexu. Zapytacie, dlaczego opustoszały? A no gdy sułtan zaczął modernizować kraj i rozwijać gospodarkę, część mieszkańców przeniosła się do większych ośrodków, porzucając swoje majątki na tej pustynnej prowincji. Nie tylko za lepszym, bardziej cywilizowanym życiem, ale i ze względu na lepsze warunki do uprawiania ziemi.

Dzień czwarty: Kąpiel w oazie i pustynny rajd do obozu 1000 Nocy
Kolejny dzień przyniósł nam nowe doznania. W miejscowości Ibra, która pamięta czasy zanim osiedlili się tutaj muzułmanie. To bardzo ciekawe miasteczko. Raz w tygodniu, w środy na tutejszym targu handlują tylko kobiety a i klientkami są tylko kobiety. Faceci nie są mile widziani. To jedyny w kraju targ kobiecy. W pozostałe dni handlują mężczyźni. Jak się okazuje, nie tylko mango czy daktylami ale i bronią. Przy odrobinie szczęścia, można tutaj obejrzeć wyścigi wielbłądów, choć one odbywają się z reguły w święta.


Ruiny starego miasta Ibra.



Oman słynie nie tylko z pustynnych fortów, glinianych osad - widmo, ale i turkusowych jeziorek w dolinach pełnych palm i białych skał. Orzeźwienie w tak rajskiej scenerii zapewniła nam rzeczna dolina w Wadi Bani Khalid.



Po chwili relaksu przyszła pora na małą adrenalinę. W wiosce czekali już na nas ubrani w białe, długie suknie (diszdasza) i turbany (keffiyeh) dżentelmeni i ich kilkanaście białych tojot. Oczywiście -z napędem 4x4, bo tylko takimi można pośmigać po piaskowych bezdrożach. Nasser i jego ekipa sprawili, że poczuliśmy się jak Hołowczyc na pustyni Wahiba Sands, kosztując szybkiej jazdy po wydmach - tzw, dune bashing.



Zachód słońca oglądaliśmy już w pustynnym obozie 1000 Nocy. Tu mogliśmy zrelaksować się w "namiotach Szejka", poczuć beduiński klimat noclegu. Tyle, że na tym campie nie było zwykłych namiotów. I nam w Omanie należało się troszkę luksusu. Do dyspozycji była klimatyzacja, łazienka, dywan i sprzęt do zaparzania kawy i herbaty.




Dzień piąty: Zielone Oko Omanu i rejs po Wadi Shab
Następnego pojechaliśmy z pustyni Wahiba Sands do kolejnych "Wadi" - Wadi Shab oraz Wadi Al Arbeieen. Jasne, wielkie skały, palmy oraz turkusowa woda tworzą bajkową idyllę i dają chwilę oddechu od pustynnych piasków.Tym razem to wszystko mogliśmy oglądać z krótkiego rejsu łodziami.



Następie krótki trekking i kolejne rajskie miejsca na naszej trasie: malowniczy wodospad i turkusowe naturalne baseny, ukryte wśród skał imponującego kanionu, wysokich klifów i bujnej zieleni. Ale największy hit dopiero czekał na nas! To Bimmah Sinkhole - zielone oko Omanu. To wielki lej krasowy, wypełniony turkusową wodą. "Lokalsi" twierdzą, że Bimmah Sinkhole to efekt uderzenia meteorytu :).


Kąpiel w takim turkusie, który jest miksem wody morskiej i wód słodkowodnych,byłą doskonałą ochłodą po wędrówce przez Wadi Shab i Wadi Al Arbeieen. Kto chciałby tutaj został dłużej - to ma możliwość noclegu w niewielkim, butikowym hotelu Wadi Al Arbeieen Resort.



Dzień szósty. Maskat, stolica Omanu.
Wielki Meczet Sułtana Qaboosa to trzeci największy meczet świata. Mogą do niego wejść niemuzułmanie, co jest rzadkością w świecie islamskim. Tyle, że tylko rano godz. (8.00 - 11.00), od poniedziałku do czwartku.

Sułtan pragnął, aby wszystko w nim było "naj": w głównej sali modlitewnej może pomieścić się nawet 20 tysięcy wiernych, żyrandol waży 11 ton a dywan tkało 600 kobiet przez blisko 4 lata.

Pałac Al Alam - siedziba sułtana - wyróżnia się charakterystycznymi filarami oraz jaskrawoniebieskimi i złotymi kolumnami. Wybudował go poprzedni sułtan - Kabus, za którego czasów Oman stał się nowoczesnym państwem.





Choć jest jedną z sześciu rezydencji władcy Omanu, jego wnętrze nie jest udostępniany turystom. Zostaje nam tylko podziwianie go z zewnątrz. Najlepsze zdjęcie panoramy pałacu zrobicie od strony fortów portugalskich Al Dżalali i Al Mirani, wszak jest on usytuowany między tymi budowlami.



Forty powstały w XVII wieku, gdy w podróżach do Indii Portugalczycy urządzili sobie z Maskatu bazę handlową, ze względu na kadzidło i przyprawy.

Kolejna ciekawa rzecz w stolicy Omanu to opera. Pierwsza tego typu budowla na Półwyspu Arabskiego. Zbudowana z marmuru z Carrary i drewna tekowego na zlecenie Sułtana „ojca założyciela” Kabusa jest przykładem fuzji nowoczesności i technologii z tradycją i kulturą arabską. Jeśli zabawicie na dłużej w Maskacie, warto się tu wybrać na koncert, aby zachwycić się doskonałą akustyką i bogatym, orientalnymi zdobieniem sali widowiskowej, wyposażonym w ręcznie tkane dywany i kryształowe żyrandole.



Sąd Najwyższy w Maskacie charakteryzuje się okazałą, tradycyjną omańską architekturą z wyróżniającą się centralną kopułą.

Z Maskatu nie możecie wyjechać , nie robiąc zakupów na tradycyjnym arabskim targu. Suk Muttrah Souq zaoferuje Wam wszystko, czego Omańczycy używają w kuchni: począwszy od kardamonu, daktyli po wielbłądzie mięso, serwowane na liściach bananowca.

Amatorom słodkości pewnie posmakuje halwa - narodowy, gęsty deser z cukru, mąki, masła ghee, szafranu i kardamonu oraz luqaimat - pączuszki smażone na głębokim tłuszczu, podawane z syropem daktylowym. Miłośnikom konkretów polecam pieczone na grillu szaszłyki z jagnięciny marynowane oczywiście w takich przyprawach jak kardamon, kumin czy cynamon (Mishkak).

Podobnie jak na bazarach w Nizwie, Bahla czy Sohar i tu znajdziecie ogromny wybór omańskich souvenirów. Począwszy od ręcznie robione biżuterii, kadzidła i pudełka na nie po kawę z kardamonem i dzbanki do jej parzenia (dallah). Panie pewnie zachwycą się wzorzystymi, tradycyjnymi szalami (paszminy) i narodowymi perfumami Amouage.

Promenada Mutrah Corniche to malownicza nadmorska aleja w historycznej dzielnicy Maskatu, która rozciąga się wzdłuż naturalnego portu i stanowi jeden z najbardziej urokliwych zakątków miasta. Wyłożona ozdobnymi płytami i oświetlona tradycyjnymi lampami, oferuje zapierające dech w piersiach widoki na zatokę, gdzie tradycyjne drewniane łodzie dhow kołyszą się na wodzie obok nowoczesnych jachtów, podczas gdy w tle wznoszą się majestatyczne góry.
Dzień siódmy. Miasto Sindbada Żeglarza - Sohar.
Ostatnim miejscem, do którego zajrzeliśmy była starożytna stolica Omanu - Suhar (Sohar) nad Zatoką Omańską. Przepiękne miasto z imponującą starówką i portem. Turyści go nie omijają, bo ponoć to miejsce narodzin Sindbada Żeglarza, słynnego bohatera z „Księgi tysiąca i jednej nocy”, który właśnie z tego miasta w X w. miał wyruszał w morze.

Nocleg proponujemy w Sohar Beach Hotel. Gwarantuje one nie tylko solidny, czterogwiazdkowy standard ale i odpoczynek w tradycyjnej, arabskiej architekturze. Hotel przypomina omańskie forty, oferuje wygodne pokoje i smaczne, różnorodne śniadanie.

Targujmy się!
Warto wziąć ze sobą do Omanu dolary i wymienić je na lotnisku na narodową walutę, jaką jest rial. Jeden rial to ok. 10 zł. W większych ośrodkach są bankomaty, w sklepach można płacić kartami. Gorzej jest na prowincji, szczególnie arabskich sukach, gdzie honorowana jest tylko i wyłacznie omańska waluta. Oczywiście, tak jak w Egipcie czy Tunezji, trzeba się targować, bo ceny są zawyżane, czasami nawet kilkakrotnie. Nie wstydźmy się negocjacji, bo w krajach arabskich są one częścią kultury i handlu. Jak to ładnie określił wujek "Google", sprzedawcy oczekują "takiej interakcji".
O tym nie zapomnij!
Podobnie do Egiptu i do Omanu nie mamy obowiązku wykonać żadnych szczepionek, biorąc pod uwagę inną niż nasza florę bateryjną , trzeba uważać na Klątwę Sułtana, dlatego warto zaopatrzyć się w leki przeciwko biegunce i elektrolity, bo nawodnienie to podstawa. No i kremy do opalania z wysokimi filtrami oraz porządne nakrycia na głowę!

Miłośnicy trekkingu
Oman to raj dla amatorów górskich wycieczek. Jest wiele tras trekkingowych i szlaków na szczyty na czele z Górą Słońca (Jebel Shams, 3009 m n.p.m.). Podczas takich wypraw, warto zwrócić uwagę na płoszone kozice, które zrzucają z wysokości kamienie. Z trójki jadowitych węży, ani żmija ani kobra nie zrobią nam krzywdy, bo raczej unikają ludzi.


Komentarze